Medytacja medytacji nierówna – niebezpieczeństwa „medytacji chrześcijańskiej” opartej na buddyzmie a nie na rozważaniu Słowa Bożego

Medytacja medytacji nierówna

     Medytacja to sposób na wyciszenie, uspokojenie skołatanego codziennością umysłu. (…) Komu z nas nie jest potrzebny odpoczynek od tego wszystkiego, co wokół tak napastliwie na nas napiera? (…) I wówczas pojawia się medytacja, dzięki której można odpocząć (…), dzięki której nie trzeba myśleć o doczesności. Czyż nie jest to piękna forma modlitwy, nawet jeżeli osoba medytująca próbuje zwyczajnie oderwać się od ciągłego myślenia o czymś? Autor artykułu „Niecudne cuda” (nr 11/2009) wykazał się zupełnym brakiem zrozumienia tematu, gdyż nie można doszukiwać się szatana we własnym wnętrzu, skoro jest w nim tchnienie Boga, nie można uważać wyciszenia za zło, skoro daje ono możliwość wypoczynku i pojednania się z tym, co duchowe. Medytując, człowiek przekracza sferę sacrum, skupia się na tym, co ważne, zagląda w głąb samego siebie, więc gdzie tu jest zło? Bo uczniowie pewnego guru zaczęli źle się czuć… A czy owi uczniowie na pewno medytowali w sposób czysty? (…) Nie przekreślajmy wyciszenia, jakim jest medytacja, tylko dlatego, że nie próbowaliśmy medytować i znaleźliśmy jakieś przykłady świadczące o tym, że nie jest ona dobra. W ten sposób możemy wszędzie i zawsze dopatrzeć się szatana, ale po co i dlaczego? Czy nie lepiej wykorzystać mądrość Wschodu do poszukiwania Boga? Są medytacje organizowane przez benedyktynów, w których brałam udział. Uczestniczą w nich, obok chrześcijan, buddyści, obok katolika zasiada Świadek Jehowy… a łączy ich pragnienie osiągnięcia spokoju, pojednania i istnienia w tym, co dobre. (…) Dopatrujmy się tego, co dobre, a doświadczymy dobra, doszukując się tego, co złe, spotkamy w końcu zło.

     Wokół pojęcia medytacji od kilkudziesięciu lat rodzą się nieporozumienia. Wynikają one z niezrozumienia różnicy pomiędzy medytacją chrześcijańską a różnymi rodzajami medytacji orientalnych.

     Czy potrzeba wyciszenia się jest czymś złym? Absolutnie nie. Czy każda metoda wyciszenia umysłu i emocji jest godna polecenia dla chrześcijan? Nie! Zatem, które rodzaje medytacji nie służą celom chrześcijaństwa? Te, które są odmianami orientalnych technik. Medytacja chrześcijańska, na przykład medytacja ignacjańska, służy uruchomieniu wszystkich zmysłów i wyobraźni medytującego, by zbliżyć go do Jezusa. Na przykład dzięki jak najbardziej realnemu „uczestniczeniu” w sytuacjach opisanych przez Nowy Testament. Medytacja orientalna jest natomiast sposobem osiągnięcia odmiennego stanu umysłu. Nie dotyczy zmysłów i wyobraźni, lecz wywołuje specyficzne zawężenie pola świadomości. Medytujący wchodzi w trans. Bez całkowitego wyłączenia świadomości.

     Czy można połączyć orientalną medytację z chrześcijańską? Nie. Buddyzm i hinduizm są odmianami monizmu. Zaprzeczają istnieniu Bożej transcendencji. W związku z tym są drogami samo-zbawienia. W tych tradycjach modlitwa jest niemożliwa. Dostępne są za to techniki prowadzące do „oświecenia”.

     Jak chrześcijanie mają odróżnić medytację chrześcijańską od orientalnej? Tak jak modlitwę odróżnia się od techniki. Jeśli katolicy wprowadzający w medytację twierdzą na przykład, że niezbędna jest jakaś konkretna pozycja ciała – na przykład w trakcie medytacji kręgosłup mOsi być koniecznie wyprostowany – możemy mieć pewność, że nauczyciele zostali zwiedzeni. Że wprowadzają w technikę, która jest PRZECIWIEŃSTWEM modlitwy.

     W modlitwie stajemy wobec Wszechmocnego. Czy zwracał On uwagę na pozycję, w jakiej modliła się Marta Robin? Czy Bóg wysłuchanie modlitwy uzależnia od pozycji kręgosłupa osoby modlącej się? Mało jest bardziej absurdalnych myśli. Kapłani Kościoła katolickiego tłumaczący wiernym, że podczas modlitwy muszą przyjąć jakąś konkretną pozycję ciała, na przykład siedzieć z wyprostowanym kręgosłupem, nie uczą modlitwy. Wprowadzają za to w jakąś odmianę buddyzmu czy hinduizmu. A niestety zdarzają się tacy, szczególnie ci, którzy mają za sobą praktykę jogi czy medytacji zen.

     Osoby twierdzące, że medytacja o korzeniach orientalnych jest wskazana dla chrześcijan, powołują się na różnego rodzaju podobieństwa. Czy jednak porównania motywów powtarzalnych w modlitwach chrześcijańskich do mantry jest słuszne? Nie. To porównanie, skupiając się na powierzchownym podobieństwie, zaciera istotną różnicę. Mantra ma bardzo konkretny cel. Zawiera się on w psycho-fizjologii człowieka. Mantra służy wprowadzeniu umysłu w stan bezmyślenia. Ten stan jest warunkiem wejścia w odmienne stany świadomości. W orientalny trans. Modlitwa z transem nie ma zaś nic wspólnego.

     Otwieranie się na ludzi innych religii nie oznacza dla chrześcijanina otwierania się na inne religie. Nie można być buddysto-chrześcijaninem czy judeo-hinduistą. Nie da się wyjąć z konkretnej duchowo-światopoglądowej całości jakiegoś elementu i dołączyć go bezkonfliktowo w praktykę religijną wyrastającą z zupełnie innej, często również wielotysiącletniej tradycji. Ceną bowiem jest synkretyzm. Jeden z ruchów medytacyjnych w Kościele za ważnego dla siebie mistrza uznaje ojca Bede Griffithsa, autora słów: „Chrześcijanie wreszcie muszą poznać energię kundalini (…)”. Uruchamianie energii kundalini jest istotą medytacji orientalnej. Jednak na tym procesie wzorowanych jest kilkadziesiąt zachodnich tradycji okultystycznych. Poczucie wyższości sygnalizowane przez Griffithsa nie ma żadnego uzasadnienia. Starożytność hinduskiej wiedzy o kundalini nie świadczy o jej wyższości nad wiedzą Objawioną. Chrześcijanie niczego nie muszą. Objawienie dokonało się w pełni. Tradycja, z której czerpie Bede Griffiths, zawiera tylko okruchy prawdy. Nie są nam one do zbawienia potrzebne.

     Czy w chrześcijańskiej modlitwie zdarzają się momenty ciszy? Tak! Bywają bezcenne. Cisza to czas, w którym Bóg może do nas mówić. Jednak dążenie do pustki umysłu, do porzucenia myśli i słów jest istotą medytacji orientalnej, która NIE JEST MODLITWĄ. Stawianie znaku równości między pozostawaniem w ciszy a dążeniem do specyficznego „próżniowego” stanu umysłu jest albo nieuczciwe, albo świadczy o niekompetencji. Bezmyślenie przy utrzymaniu świadomości jest pierwszym krokiem medytacji orientalnej. Jezus pytany, jak się modlić, powiedział: „Módlcie się: Ojcze nasz (…)”. Opróżnianie umysłu jest techniką, cisza czasami towarzyszy głębokiej modlitwie. Wiem, że rozróżnienia, o których piszę, są subtelne. Ale niezmiernie istotne.

     Włączanie technik orientalnych do chrześcijańskiej modlitwy jest błędem. Chrześcijanie mają patrzyć na świat realistycznie. Czy Jezus nie nazywał zła złem? Doszukiwanie się dobra w błędzie do niczego sensownego nie prowadzi. Optymizm i otwarcie się na świat są wskazane, ale nie dają gwarancji, że ucieknę od cierpienia.

     „Dopatrujmy się tego, co dobre, a doświadczymy dobra, doszukując się tego, co złe, spotkamy w końcu zło” – pani Natalio, to manifest „pozytywnego myślenia”, jednej z ideologii New Age. Dlaczego, nastawiając się na widzenie w świecie dobra, mielibyśmy go doświadczać? Czy Jezus miał złe nastawienie do świata? Czy spotkało go „dobro”? Nasze nastawienie do świata, gdy mówimy o kwestiach istotnych, nie ma wpływu na to, co postawi przed nami życie. Los Jezusa pokazuje to dobitnie.

     Pisząc o tym, że droga hinduizmu i buddyzmu nie jest drogą chrześcijaństwa, czerpię z własnego doświadczenia. Przeżyłem stan nirwany, „oświecenia” będącego celem wschodnich medytacji. Jednak, rozpływając się w kosmosie, nie znajduje się Boga. Droga religii Wschodu kończy się tam, gdzie zaczyna się droga chrześcijanina. By spotkać Boga trzeba wyjść poza granice stworzenia. Wyciszenie możemy znaleźć na modlitwie. Nie musimy szukać innych sposobów.

     Współczesna kultura zawiera w sobie mechanizm rozmywania tożsamości. Nie ma powodu jednak, by mu ulegać. Hinduizm to hinduizm, buddyzm zen to buddyzm zen, chrześcijaństwo to chrześcijaństwo. Mieszanie medytacji chrześcijańskiej z medytacją orientalną może doprowadzić chrześcijanina do praktykowania technik, które są dla niego kaleczące duchowo. Transcendentalnego chrześcijaństwa z naturalistycznym orientem nie da się połączyć. Celem chrześcijaństwa jest transcendencja, to co wykracza poza naturę. A hinduizm na naturze się kończy.

     Niektórzy benedyktyni nie zauważają niebezpieczeństw medytowania na sposób orientalny. Cóż, jeszcze dwadzieścia lat temu bioenergoterapeuci przyjmowani byli w polskich kościołach. Mądrość Wschodu nie może konkurować z Objawieniem. Nawet wschodni mistrzowie zachęcają do dogłębnego poznawania własnej tradycji. Synkretyzm to śmierć religii. Po co ryzykować?

Za: http://adonai.pl

Bardzo ważny wykład, po którym nigdy nie będziesz mieć wątpliwości, która medytacja jest dobra, a która przyniesie Ci wielką szkodę duchową

A tu medytacja- prośba, modlitwa do Jezusa, modlitwę odmawianą na tzw. „czotce”

Ten wpis został opublikowany w kategorii Pomoc duchowa i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

33 odpowiedzi na „Medytacja medytacji nierówna – niebezpieczeństwa „medytacji chrześcijańskiej” opartej na buddyzmie a nie na rozważaniu Słowa Bożego

  1. julia pisze:

    ja w ogóle nie rozumiem po co medytacje jakiekolwiek w modlitwie
    czy Bogu nie podoba się modlitwa i sposób w jaki modlili się nasi ojcowie i przodkowie?
    powiem szczerze, ze szukanie duchowych dróg modlitwy może zaprowadzić nie tyle w ślepy zaułek, co w sferę czczenia samego siebie. Jeśli ja będę się skupiać jak się mam modlić, zeby było dobrze, jaką postawę przyjąć , jak wyczyścic swój umysł..to dojdę do punktu, że liczę się JA i moja postawa a nie Bóg.
    Z własnego doświadczenia powiem , choc nie wiem, czy jest to własciwa postawa..
    że ja staram się cały dzień być myślą przy Bogu. NIe chodzi o to, że non stop się modlę…
    ale rozmyślam o róznych kwestiach biblijnych w każej wolnej chwili , gdy nie jestem zajęta rozmową z innymi ( mam na myśli dzieci , męża , chorego kuzyna ,który u nas przebywa…ale i to polecam w myśli Bogu i na chwałę Boga) …
    modlitwy odmawiam, nie według schematu , ale czasami wyłączam się z towarzystwa dzieci i te kilka minut poświęcę na akt strzelisty, krótką modlitwę…
    wieczorem klękam do modlitwy…ale bardzo trudno mi wtedy poczuć łączność i więź z Bogiem..ale z szacunku do Boga staram sie i taką postawą ciała go wielbić.
    Natomiast najlepiej rozmawia mi się z Jezusem ( a raczej monologuje ) gdy przed zaśnięciem rozmyślam o całym dniu, co mogło mu się podobać, co muszę poprawić ..co chciałabym z serca mu powiedzieć…..
    wprowadzanie się w stany medytacji, niemyslenia jest dla mnie nieosiągalne i w zasadzie nie jest mi potrzebne, zeby odczuć Boga sercem .
    Nauczyłam się żyć tak, żeby w kazdej chwili mieć świadomość , ze Bóg na mnie patrzy i widzi wszystko. Tego nauczyło mnie rozmyslanie nad fragmentem Biblii…gdzie mówi się , ze Abraham cały dzien chodził z Bogiem…
    Zauwazyłam, ze wszelkie schematy powodują, ze zaczynam cos robic bezmyślnie…
    Ale kazdy jest indywidualnym przypadkiem, to co u mnie powoduje ospałość mentalną , u innych może byc błogosławienstwem.

    • wobroniewiary pisze:

      „ja w ogóle nie rozumiem po co medytacje jakiekolwiek w modlitwie”
      Posłuchaj medytacji pierwszosobotnich a zmienisz zdanie 🙂
      To jest właśnie rozmyślanie nad tajemnicami różańcowymi
      http://www.sekretariatfatimski.pl/wielka-nowenna-fatimska/604-pierwsze-sobotyi-nasze-totus-tuus-po-kanonizacji-jpii

    • mariaP pisze:

      Pamietam, jak moim proboszczem byl Ks. Antoni Myjak (lpoczatek lat 90).
      Kiedys podszedl i powiedzial : Pani Mario , mniej modlitwy ustnej , a wiecej rozmyslania .
      I mnie popchnal ku Nowemu…
      ***
      Nigdy nie zastanawialam sie co to medytacja , kontemplacja, jest po prostu refleksja i zanurzenie sie w tym.
      Zauwazylam tez , ze to nie moje chcenie czy nie chcenie , ale swiatlo i Boza Laska , ktora przychodzi kiedy chce i jak chce , i nas porywa !
      i otwiera przed nami nowe horyzonty , nowe swiaty !
      Ilu ludzi , tyle sposobow na milosc !
      Bo Bog jest Miloscia !
      Czy nie tak ?
      Technika zas kojarzy mi sie z majsterkowaniem , nie lubie tego . Gdyby od tego mialo zalezec moje spotkanie z Bogiem na glebinach , pewnie nigdy by do takiego nie doszlo ! Tutaj mam dwie lewe rece !!
      I cale szczescie , ze Bog jest Miloscia !!

    • Maria pisze:

      Julio, medytacja nie jest taka trudna, chociaż niektórzy mówią, że to wyższa szkoła jazdy. Jednak każdy z nas ma trochę inne predyspozycje także do modlitwy. Ty modlisz się w sposób, jaki opisałaś powyżej – i dobrze- nie musisz tego zmieniać. Najważniejsze jest nastawienie serca. Medytacja, rozmyślanie nie są także moją najmocniejszą stroną. Ja lubię urozmaicać sobie modlitwę, często zmieniam modlitwy, ale różaniec jest zawsze. Mniej lub bardziej skupiona, ale zawsze go odmawiam. Każda dusza to inny świat, dlatego każdy odnajduje się w jakiejś innej formie rozmowy z Bogiem. Często te formy dostosowujemy do sposobu życia, który prowadzimy. Ja w ciągu dnia preferuję akty strzeliste, a w drodze do i z pracy odmawiam część różańca. Dopiero wieczorem mogę więcej czasu poświęcić na modlitwę a i z tym jest różnie. Na urlopie mam więcej czasu dla Boga. Myślę, że najważniejsze jest to, co napisałaś ,,Nauczyłam się żyć tak, żeby w każdej chwili mieć świadomość, że Bóg na mnie patrzy i widzi wszystko”.
      Święci też modlili się nie szablonowo i przechodzili różne problemy z modlitwą. Np. św. Teresa od Dzieciątka Jezus, mimo, że bardzo kochała Maryję, na różańcu przechodziła ,,katusze”, za to uwielbiała rozmyślanie. Natomiast św. Teresa od Jezusa miała problemy z rozmyślaniem. Jak to dobrze, że każdy z nas jest inny 🙂

      • Maria pisze:

        Przypomniałam sobie świadectwo siostry karmelitanki. Gdy weszła do celi św. Teresy z Lisieux, zastała ją przy jakiejś pracy ale z oczami pełnymi łez. Zapytała ją co się stało? Św. Tereska odpowiedziała, że medytuje nad słowami Modlitwy Pańskiej, a konkretnie nad słowami Ojcze nasz. Może my też spróbujmy uzmysłowić sobie dlaczego Bóg chciał, abyśmy się tak do Niego zwracali. Myślę, że gdy to dobrze rozważymy, to też ogarnie nas takie wzruszenie i wdzięczność. 🙂 Jaka piękna modlitwa medytacyjna, prawda?

      • julia pisze:

        MARIO dziękuję:)

  2. Szymon pisze:

    Niestety to daje duuuuuużo do myślenia ….

    • mariaP pisze:

      …i sklania do dzialania .
      Akcja Katolicka przy kazdej Parafii i … na bacznosc !!!
      Jesli „czas to milosc” (kard Wyszynski), to każda zwłoka jest egoizmem.
      Przecież nie można tylko liczyć trupy !

  3. pepe pisze:

    kolejna próba ….Ufff

  4. Bogdan pisze:

    to i ja sie podziele pewnym odkryciem jak dla mnie to podejżane : Następnie usiądź spokojnie w celi, w odosobnionym miejscu i staraj się uczynić to, co mówię: zamknij drzwi, wznieś się myślami ponad wszystko, co doczesne i błahe. Później skłoń brodę ku piersi, skieruj spojrzenie twych oczu i cały umysł na środek brzucha, powstrzymuj wdychanie powietrza przez nos, abyś oddychał nie całkiem swobodnie i myślami badaj swe wnętrze, by znaleźć miejsce serca, gdzie zwykły przebywać wszelkie władze duszy. Początkowo natkniesz się na ciemności i nieprzenikniony gąszcz. Jeśli jednak z wytrwałością będziesz powtarzał to ćwiczenie w dzień i w nocy, wówczas, dziwna rzecz, zyskasz radość bez końca. całosć : http://adonai.pl/modlitwy/?id=268 http://biblia.wiara.pl/doc/2320752.Metoda-swietej-modlitwy

  5. pepe pisze:

    przepraszam te dwa linki wyżej, nie działają , a ten ostatni który udało się wstawić polecam , rozważanie przeplatane piosenkami w których taka cisza i pokój

  6. Maria pisze:

    W nagraniu o medytacji chrześcijańskiej o. Remigiusz często powoływał się na słowa bp-a Andrzeja Siemieniewskiego. A ja chciałabym zapodać link do listu tegoż biskupa (z 2012r.), w którym odpowiada pewnym osobom ze wspólnoty ,,Droga”, odnośnie pewnych nowych praktyk modlitewnych: modlitwy przebaczenia bogu, modlitwy pokoleniowej i modlitwy o uwolnienie.
    Przytoczę tylko króciutki fragment nie cytując całych fragmentów biblijnych, tylko sigla.
    ,,Biblia wspomina zasadę duchowego dziedziczenia zła z pokolenia na pokolenie. jest o niej wzmianka w księdze Ezechiela (EZ 18,2) (…) i w księdze Jeremiasza (Jr 31,29) (…). Trzeba jednak zauważyć, że Pismo św. wspomina tę zasadę jako błędną. Jest błędna i nie należy się do niej stosować (…) (wg Ez 18,1-3) i Jr 31,28-29). Zapewne dlatego w Nowym Testamencie nie spotykamy się z ani jednym przykładem, aby ktoś badał swoją genealogię i sprawdzał, jakie grzechy mogli popełnić przodkowie do 10 lub 15 pokolenia wstecz, aby w ten sposób ustalić ewentualne demoniczne związania, którym dziś podlega. Zamiast tego czytamy (1Tm 1,3-4) (…). Skąd sie wzięła ta idea? To pomysł niedawnych lat upowszechniony w Polsce najpierw w latach ’90 przez brytyjską misję protestancką Ellel Ministries a potem przez nauczanie o. De Grandisa. Misja ta wraz ze swoim pastorem sprowadziła do Wrocławia 20 lat temu dramatyczne rozłamy i przypieczętowała odejście od Kościoła katolickiego wielu członków grup modlitewnych”.

    Click to access odpowiedz_bp_Andrzej.pdf

    I co Wy na to?

  7. Maria pisze:

    KKK 1263 ,,Chrzest odpuszcza wszystkie grzechy, grzech pierworodny i wszystkie grzechy osobiste, a także wszelkie kary za grzech. W tych, którzy zostali odrodzeni, NIE POZOSTAJE WIĘC NIC, co mogłoby przeszkodzić im w wejściu do Królestwa Bożego, ani grzech Adama, ani grzech osobisty, ANI SKUTKI GRZECHU, wśród których najcięższym jest oddzielenie od Boga”.

  8. Maria pisze:

    Bp Siemieniewski: ,,Nie można więc uczyć w zgodzie z nauką Kościoła, że jakieś demoniczne siły pętające człowieka (a takowymi mogą być jak rozumiem też konsekwencje grzechów przodków – mój dodatek) mogą przetrwać kąpiel sakramentu chrztu i są nieusuwalne aż do CHWILI MODLITWY O POKOLENIOWE UWOLNIENIE”.
    Jak ja rozumiem np. grzech alkoholizmu, który nie raz ciągnie się z pokolenia na pokolenie. To że syn ma takie skłonności, moim zdaniem wynika z tego, że – 1) zatruty organizm, bo może poczęty został po pijanemu, 2) zna tylko taki dom, taki sposób życia w rodzinie, gdzie alkohol jest na porządku dziennym . Nie oznacza to jednak moim zdaniem, że koniecznie musi być alkoholikiem, ma po prostu ku temu skłonności. Modlitwa, owszem jest tu potrzebna i jego, i innych za niego, (jak jest potrzebna każdemu z nas), ale niekoniecznie ta o pokoleniowe uzdrowienie.

  9. Pablus pisze:

    A co jesli chodzi o kontemplacje, np metoda, ktora opisuje sw Jan od Krzyza?

  10. mkm80 pisze:

    NIE RYZYKUJCIE!
    Medytacja w JAKIEJKOLWIEK wschodniej formie jest równią pochyłą do grzechu. To nie tylko obca nam technika ale również filozofia. Nie będę tu wchodził w szczegóły poszczególnych technik czy religii ale podstawa jest ta sama – głównym celem jest oświecenie rozumiane jako zjednoczenie z bogiem (celowo z małej litery) ale w zupełnie innym znaczeniu. Żeby to osiągnąć trzeba pokonać dualizm świata – zło i dobro nie istnieje (więc nie ma grzechu-dlatego dużo ludzi to korci), Bóg i diabeł to ta sama osoba tylko my ją widzimy dualistycznie (aż ciężko mi się to pisze…), zobaczcie symbol jin-jang – to symbolizuje dobro i zło a nie energie jak się nam tłumaczy, widzimy tam że zło ma pierwiastek dobra a dobro zła… Techniki medytacyjne pobudzają głównie szyszynkę ( o czakrach nie piszę bo to diabelskie) w celu połączenie obu półkul mózgowych, które wg ich „starożytnej” wiedzy były kiedyś połączone ale po upadku człowieka się rozdzieliły i od tej pory jest wysokie-niskie, dobre-złe, ciepłe-zimne itp, itd choć sama natura takich pojęć nie zna. Pobudzanie szyszynki polega na tzw „świadomym oddychaniu” o którym też nie chcę pisać bo to diabelskie techniki. Czy widzicie JAKIKOLWIEK punkt styczny z Chrześcijaństwem? Bo ja nie i po własnych doświadczeniach nie próbowałby w jakikolwiek sposób. Skąd wiem? Bo sam kiedyś intensywnie medytowałem, technikami chyba wszystkimi dopóki Jezus Miłosierny się nade mną nie zlitował. (Chwała Tobie Panie!) I wiem, że takim technikom dużo czasu poświęcają służby różnych państw by sterować społeczeństwem. Da się naprawdę przez czakry manipulować ludźmi – a sami wiecie kto jest mistrzem manipulacji… Jednak żadne techniki na człowieka głęboko związanego z Kościołem nie mają wpływu. Sakramenty to potężna siła (dopiero po latach rozumiem: widzialny znak niewidzialnej łaski…). Żal mi i żarliwie modlę się o ludzi którzy myślą, że do Boga wystarczy modlić się w zaciszu domowym i to najlepiej „swoimi słowami”. Jaki oni są łatwym celem…
    Nie ma tym świecie większej siły i medytacji niż Różaniec! I nie da się ulepszać doskonałego, tym bardziej obcymi nam technikami.
    Do Marii:
    Konsekwencje grzechu przodków dziedziczymy. Widziałem na własne oczy życie bogobojnych ludzi przed i po modlitwie o uzdrowienie drzewa genealogicznego. Kolosalne zmiany in plus. Sam też zamierzam zacząć tą modlitwę.

  11. Maria pisze:

    mkm80 – Trudno mi polemizować z tym co widziałeś, ja natomiast mam znajomą, która od kiedy usłyszała o grzechach pokoleniowych, to tylko o tym myśli. Doszukuje się powiązań wydarzeń w swoim życiu z grzechami przodków, docieka, drąży i żyje w ciągłej obawie. Mam wrażenie,że odbiera to jak jakieś fatum wiszące nad nią. Straciła pokój serca. Jeździ na Msze św. z uzdrowieniem, tu i tam i nic nie pomaga. Na próżno też są moje tłumaczenia, że ma żyć w przyjaźni z Bogiem – częsta spowiedź i Komunia św., modlitwa różańcowa, czytanie Pisma św.- i o nic więcej się nie martwić. Żadne argumenty nie pomagają, wciąż przeżywa niepokój czy wręcz lęk. Zauważ, że o grzechach pokoleniowych, o modlitwie o uzdrowienie pokoleniowe zaczęto mówić w ostatnich latach, jakby przyszła taka fala, być może własnie od protestantów, o czym pisał bp Siemieniewski.

  12. Maria pisze:

    Bardzo dziękuję Adminie, że przytoczyłeś tą audycję. Wnioski, jakie się nasuwają w tym temacie, to: 1) Grzech pierworodny zostaje zmazany wodą chrztu ale pozostaje w nas , jako konsekwencja tego grzechu, SKŁONNOŚĆ do grzechu, do zła. 2) To,że pojawia się grzech, dręczenie czy zniewolenie w naszym życiu, to powodem jest skłonność do grzechu (pkt.1) oraz PREDYSPOZYCJE, które wynikają z – dziedziczenia po przodkach DNA, – dziedziczenia po nich cech charakterologicznych, – nabywania cech osób wśród których wzrastamy, żyjemy. Innymi słowy to, co nas dotyka, dotyka z powodu nas samych lub środowiska w którym żyjemy.
    O. Remigiusz często podkreśla, że problem jest świeży i trudny do wyjaśnienie do końca, a w ostatnich słowach zaznacza, żeby podchodzić do tego problemu z dużym dystansem.
    Ja ponadto miałam wrażenie, że trochę kluczył w tych zawiłościach. A już zupełnie nie ogarniam jak może sakrament chrztu nie uwolnić od opętania, zniewolenia (przytoczony przykład dziecka przeklętego przez rodzica). Nie wydaje mi się to prawdopodobne. Nie wierzę temu!

    • Maria pisze:

      Wczoraj napisałam ,,nie wierzę temu!”. A dzisiaj po wnikliwym przyjrzeniu się rytowi chrztu św. i porównaniu z rytem przedsoborowym, włosy stanęły mi dęba, że jednak to jest prawdopodobne! Na duch trzeba powrócić do starej formy (przedsoborowej ) chrztu św. Podobno Benedykt XVI wprowadził możliwość uzupełnienia chrztu o wielki egzorcyzm i inne obrzędy (np. związane z solą) obecne w starym rycie. Niektórzy o to proszą swoich duszpasterzy. Należy o tym rozpowiadać, bo ludzie nie mają świadomości, jak ja do dzisiaj.

    • wobroniewiary pisze:

      Komentarz był baaardzo długi – zostawiam tylko link.
      Ks bp ma rację. Trzeba zachować ostrożność.
      Trzeba tez pamiętać „po owocach ich poznamy”. Księża egzorcyści stosują te modlitwy a owoce są piękne. I chwała Panu.

      Przykład ostrożności – bp Czaja zalecał ostrożność ze wspólnotą o. Daniela Tymczasem wielu odtrąbiło upadek wspólnoty odżegnanie się abpa od O Daniela, nieposłuszeństwo pustelnika a co się okazało? Ostatnie wpisy mówią same za siebie.

      Mądrej głowie dość dwie słowie.

  13. kasiaJa pisze:

    „Franciszkowi jest przykro z powodu zamieszania spowodowanego przede wszystkim w rodzinach wielodzietnych.” czytamy w gosc.pl

    Na marginesie – to jakoś mi nie smakuje to, że media (w tym katolickie !!!) piszą, mówią o naszym papieżu per Franciszek, a gdzie tu szacunek wyrażający się poprzez odpowiednie tytułowanie Piotra naszych czasów? Brakuje zwrotów: Ojciec Święty, Papież.

    „Ojcu Świętemu (Franciszkowi) jest przykro z powodu zamieszania spowodowanego przede wszystkim w rodzinach wielodzietnych.” ….
    http://gosc.pl/doc/2331756.Papiez-zaskoczony-slowa-wyrwano-z-kontekstu

  14. Bogdan pisze:

    Pamiętam jak jeden kapłan chyba salezjanin na tv Trwam wyjaśnił dlaczego trzeba byc ostrożnym wobec wschodnich technik medytacyjnych, bo my w swojej duszy nie mamy filtra który by przepuszczał to co dobre a blokował złu dostęp do naszej duszy, dlatego warto wziasc to pod uwagę.

  15. mat pisze:

    u Dominikanów jest medytacja chrzescijanska byłem z ciekawosci 1 raz. Przychodzi sie do takiej sali , trzeba rozebrac buty i siada sie po dwuch stronach w pozycji albo krzyżując nogi lub siada sie na takim stołeczku . Po dwuch stonach siedzą swieccy a z boku siedzi ojciec-prowadzący . Dzwoni w dzwonek od tej pory trzeba przez 30 min zachowywac cisze , wdech i wydech i powtarzac np ” Mara na tha” tzn Jezu przyjdz , najpierw trzeba wyciszyc umysł od wszystkich mysli z całego dnia. Ja po 15 min juz miałem dosc poniewaz mi nogi za bardzo zcierpły. Dla mnie to nie za bardzo sie podoba i tez jest troche dziwne cos w tym.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s