Osiem dni szczególnej pomocy duszom czyścowym

W ciągu pierwszych ośmiu dni listopada po raz kolejny dostaniemy wyjątkową szansę na zintensyfikowaną pomoc duszom cierpiącym w czyśćcu. Te dni to czas szczególnej modlitwy do Boga, by zmarli mieli udział w Chrystusowym zwycięstwie nad śmiercią. Dotyczy to zwłaszcza tych, którzy po śmierci potrzebują oczyszczenia w miłości, czyli właśnie czyśćca, będącego „przedsionkiem nieba”.

W związku z okresem modlitw za zmarłych można uzyskać odpusty dla nich. Należy nawiedzić pobożnie cmentarz w dniach 1-8 listopada i modlić się za dusze zmarłych, przy zachowaniu stałych warunków odpustu: stanu łaski uświęcającej, przyjętej w danym dniu Komunii św., wolności od przywiązania do grzechu (nawet lekkiego) i modlitwy w intencjach Ojca Świętego (np. „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”).

W samym dniu 2 listopada – przy zachowaniu tych samych warunków – również można uzyskać odpust za zmarłych związany z nawiedzeniem kościoła lub publicznej kaplicy i odmówieniem w nich modlitwy „Ojcze nasz” i „Wierzę w Boga”. Pamiętajmy, że modlitwa i ofiarowanie odpustu za zmarłych jest o wiele ważniejsze niż wszelkie zewnętrzne przejawy pamięci.

Dogmat o istnieniu czyśćca Kościół ogłosił na Soborze w Lyonie w 1274 r. a potwierdził i wyjaśnił na Soborze Trydenckim (1545-1563) w osobnym dekrecie. Opiera się na przesłankach zawartych w Piśmie św. oraz na sięgającej II wieku tradycji kościelnej. Duży wkład w rozwój nauki o czyśćcu wniósł św. Augustyn. Dogmat podkreśla dwie prawdy: istnienie czyśćca jako pośmiertnej kary za grzechy oraz możliwość i potrzebę modlitwy i ofiary w intencji dusz czyśćcowych.
Za: kliknij

Przy grobie naszej ukochanej Alicji Lenczewskiej, której POUCZENIA i ŚWIADECTWA czytamy

Przy grobie naszej ukochanej Alicji Lenczewskiej, której POUCZENIA i ŚWIADECTWA czytamy

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Pomoc duchowa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Osiem dni szczególnej pomocy duszom czyścowym

  1. wobroniewiary pisze:

    A oto inny opis historii, która przydarzyła się naprawdę Ojcu Pio. Modliłem się z przymkniętymi oczami, kiedy nagle drzwi otwarły się i do sali wszedł jakiś starzec, opatulony w płaszcz, jaki nosili zazwyczaj wieśniacy z San Giovanni Rotondo. Przysiadł się koło mnie. Spojrzałem nań nie zadawszy sobie pytania, w jaki sposób wszedł do klasztoru o tak późnej porze.
    Potem odezwałem się do niego i zapytałem: „Kim jesteś? Czego chcesz?”. Starzec odrzekł: „Ojcze Pio, jestem Pietro Di Mauro z ojca Nicoli, zwany Precoco”. Po czym dodał: „Zmarłem w tym klasztorze18 września 1908 roku w celi nr 4, kiedy był tu jeszcze przytułek dla żebraków. Któregoś wieczoru, kiedy leżałem w łóżku, zasnąłem z zapalonym cygarem i spaliłem się. Przychodzę z czyśćca. Mogą mnie wybawić modlitwy. Bóg pozwolił mi tu przyjść, aby prosić ojca o ratunek…

    A to wydarzyło się w 1921 lub 1922 roku, gdy Ojciec Pio modlił się wieczorem w chórze zakonnym. Nagle usłyszał jakieś zgrzyty, skrzypnięcia, dochodzące z kościoła od strony bocznych ołtarzy, a zaraz potem odgłos spadających z głównego ołtarza świec i świeczników. Pomyślał, że jest to jeden z kleryków, który niezręcznie spełnia swe obowiązki, ale potem wychylił się z balkonu chóru i zobaczył młodego brata stojącego bez ruchu przy głównym ołtarzu.
    Zapytał: „Co robisz?”
    Nie otrzymał jednak odpowiedzi. Karcąco mówił dalej: „Ładnie wypełniasz posługę, zamiast robić porządek, tłuczesz świece i świeczniki!”
    Brat jednak milczał i stał w bezruchu. Ojciec Pio głośnym i rozkazującym tonem zawołał kolejny raz na nieznajomego: „Ej! Co ty tam robisz?”
    Wtedy to usłyszał następującą odpowiedź: „Odbywam tutaj swój czyściec. Byłem studentem w klasztorze i tutaj muszę teraz odpokutować za brak pilności w wykonywaniu moich kościelnych obowiązków”.

    Te krótkie relacje o odwiedzinach z zaświatów z pewnością pomogły nam już odpowiedzieć na postawione powyżej pytania. Po ich lekturze nie trudno stwierdzić, że owymi przybyszami były dusze czyśćcowe. To one w sposób sobie wiadomy przychodziły do Ojca Pio, wtedy gdy przebywał on samotnie zatopiony w modlitwie lub gdy klęczał w chórze zakonnym. Cel tych wizyt był prawie zawsze ten sam: dusze czyśćcowe szukały pomocy i ratunku w modlitwach, cierpieniach i Mszach świętych ofiarowanych za nie przez umiłowanego ich orędownika u Boga – Ojca Pio
    http://glosojcapio.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=967&Itemid=94

    • Betula pisze:

      Pan Jezus do M.Valtorty o czyścu

      21 października 1943. Jezus mówi:

      Wrócę do tematu dusz przyjmowanych do Czyśćca. To, czy ty już pojęłaś całkowity sens moich słów, nie ma znaczenia. Te stronice są dla wszystkich, gdyż wszyscy mają w Czyśćcu osoby drogie i prawie wszystkim, z powodu życia, jakie prowadzą, jest przeznaczone zatrzymanie się w tym miejscu. Kontynuuję więc dla jednych i dla drugich.

      Powiedziałem, że dusze czyśćcowe cierpią tylko z miłości i wynagradzają miłością.

      Oto są powody tego systemu pokuty.

      Gdybyście wy, ludzie nierozważni, zastanowili się uważnie nad moim Prawem, jego radami i nakazami, zobaczylibyście, że ono całe oparte jest na miłości. Miłości ku Bogu, miłości ku bliźniemu.

      W pierwszym przykazaniu Ja, Bóg, narzucam się waszej miłości pełnej czci, w sposób tak uroczysty, jak tego jest godna moja Natura wobec waszej nicości:

      „Jam jest Pan, Bóg twój”.

      Zbyt często zapominacie o tym, o ludzie, uważający się za bogów. A przecież gdybyście nie mieli w sobie ducha ożywionego łaską, bylibyście tylko prochem i zgnilizną, zwierzętami, które ze zwierzęcością łączą przebiegłość umysłu, posiadaną przez zwierzę, co sprawia, iż popełniacie uczynki zwierzęce i gorzej jeszcze, bo diabelskie.

      Mówcie sobie rano i wieczorem, mówcie w południe i o północy, mówcie to sobie, jedząc, pijąc, idąc spać, budząc się, pracując, odpoczywając, mówcie to sobie, kiedy kochacie, mówcie, kiedy zawieracie przyjaźnie, mówcie to sobie, kiedy nakazujecie innym i kiedy jesteście innym posłuszni, mówcie to sobie zawsze: „Ja nie jestem Bogiem. Pokarm, napój, sen nie są Bogiem. Praca, odpoczynek, zajęcia nie są Bogiem. Działania umysłu nie są Bogiem. Kobieta – lub gorzej: kobiety – nie są Bogiem. Przyjaźnie nie są Bogiem. Przełożeni nie są Bogiem. Jeden tylko jest Bogiem: to Pan mój, który mi dał to życie, abym przez nie zasłużył na Życie, które nie umiera, który mi dał odzież, pokarm i mieszkanie, który mi dał pracę, żebym zarobił na życie, zdolności, aby świadczyły, że ja jestem królem tej ziemi, który mi dał zdolność kochania oraz osoby do miłowania ‘ze świętością’, a nie ‘z żądzą’, który mi dał władzę, autorytet, abym uczynił je środkiem do uświęcenia, a nie do potępienia.

      Mogę stać się podobnym Jemu, bo On powiedział: ‘Jesteście bogami’, ale tylko wtedy, gdy żyję Jego Życiem, czyli Jego Prawem, ale tylko wtedy, gdy żyję Jego Życiem, czyli Jego Miłością. Jeden jest tylko Bóg: On. Ja jestem Jego synem i poddanym, dziedzicem Jego Królestwa. Lecz jeśli odstąpię i zdradzę, i stworzę sobie królestwo własne, w którym chciałbym po ludzku być królem i bogiem, wtedy stracę Królestwo prawdziwe, a mój los syna Boga upada i zamienia się w los syna szatana, bo nie można jednocześnie służyć egoizmowi i miłości, a kto służy pierwszemu, ten służy nieprzyjacielowi Boga, traci Miłość, czyli traci Boga.”

      Usuńcie z waszego umysłu i z waszego serca tych wszystkich kłamliwych bogów, jakich tam umieściliście, począwszy od boga brudu, jakim stajecie się sami, gdy nie żyjecie we Mnie. Przypomnijcie sobie, co jesteście mi dłużni za wszystko, co wam dałem – a byłbym dał wam więcej, gdybyście swoim stylem życia nie związali rąk swemu Bogu – co wam dałem na codzienne życie i na życie wieczne.

      Dalej: http://katolik.d500.pl/index.php?option=com_kunena&func=view&catid=76&id=1116&Itemid=121

    • Betula pisze:

      Z NOWENNY DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

      PAN JEZUS do siostry Faustyny:

      „Pragnę, abyś przez te dziewięć dni sprowadzała dusze do Zdroju Mojego Miłosierdzia, by zaczerpnęły siły i ochłody, i wszelkiej łaski, jakiej potrzebują na trudy życia, a szczególnie w śmierci godzinie.
      W każdym dniu przyprowadzisz do Serca Mego odmienną grupę dusz i zanurzysz je w tym morzu Miłosierdzia Mojego, a Ja te wszystkie dusze wprowadzę w dom Ojca Mojego.
      Czynić to będziesz w tym życiu i w przyszłym. Nie odmówię żadnej duszy niczego, którą wprowadzisz do Źródła Miłosierdzia Mojego.
      W każdym dniu prosić będziesz Ojca Mojego przez Gorzką Mękę Moją o łaski dla tych dusz.”

      ÓSMY DZIEŃ NOWENNY DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

      PAN JEZUS do siostry Faustyny:

      „Dziś sprowadź Mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści Miłosierdzia Mojego, niechaj strumienie Krwi Mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze Mnie umiłowane, odpłacają się Mojej sprawiedliwości, w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca Mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj je za nie. .. O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha i spłacała ich długi Mojej sprawiedliwości.”

      Jezu Najmiłosierniejszy, Któryś sam powiedział, że miłosierdzia chcesz, otóż wprowadzam do mieszkania Twego Najlitościwszego Serca dusze czyśćcowe, dusze, które Ci są bardzo miłe, a które jednak wypłacać się muszą Twej sprawiedliwości. Niech strumienie Krwi i Wody, które wypłynęły z Serca Twego, ugaszą płomienie ognia czyśćcowego, aby się i tam sławiła moc Miłosierdzia Twego.

      Ze strasznych upałów ognia czyśćcowego,
      Wznosi się jęk do Miłosierdzia Twego,
      I doznają pocieszenia, ulgi i ochłody,
      W strumieniu wylanym Krwi i Wody.

      Ojcze Przedwieczny, spójrz się okiem Miłosierdzia na dusze w czyśćcu cierpiące, a które są zamknięte W Najlitościwszym Sercu Jezusa. Błagam Cię przez Bolesną Mękę Jezusa Syna Twego i przez całą gorycz jaką była zalana Jego Przenajświętsza dusza, okaż Miłosierdzie Swoje duszom, które są pod sprawiedliwym wejrzeniem Twoim. Nie patrz na nie inaczej, jak tylko przez Rany Jezusa Syna Twego Najmilszego, bo my wierzymy, że dobroci Twojej i litości liczby nie masz. Amen.

      KORONKA DO MIŁOSIERDZIA BOŻEGO

      („Dzienniczek św.Faustyny” 1226-1227)

  2. wobroniewiary pisze:

    Ojciec Pio był wielce oddany duszom czyśćcowym. W liście z 29 listopada 1910 roku, to jest kilka miesięcy przed swoimi święceniami kapłańskimi, zaadresowanym do jego współbrata kapucyna, ojca Benedetta, jego przewodnika duchowego, napisał:

    Od dłuższego czasu odczuwam w sobie potrzebę, aby oddać się Panu jako ofiara za nieszczęsnych grzeszników i za dusze czyśćcowe. Pragnienie to coraz bardziej rośnie w moim sercu, tak bardzo, że teraz stało się ono — powiedziałbym — gwałtowną pasją. Jest prawdą, że uczyniłem tę ofertę Panu wielokrotnie, błagając Go, aby zechciał zesłać na mnie kary, które przygotował dla grzeszników i dla dusz mających się oczyścić, aby nawet je pomnożył stukrotnie, byle tylko nawrócił i zbawił grzeszników, a także przyjął szybko do Raju dusze z czyśćca. Teraz jednak chciałbym ponowić moją ofiarę z Twoim pozwoleniem. Wydaje mi się, że Pan Jezus właśnie tego chce (List I, 206).

    http://sanctus.pl/index.php?grupa=443&podgrupa=544&doc=490

  3. mer pisze:

    http://www.fronda.pl/a/zmarl-wielki-wspanialy-czlowiek-piotr-radon,43379.html
    Spotkałam go raz w życiu na rękach ojca jakieś 2-3 tyg temu na Krakowskim Przedmieściu w okolicy kościoła Sw Anny i chwilę rozmawiałam. Mówil, że ma – jak pamiętam – 21 lat i studiuje informatykę. Podałam mu adres tej strony http://www.wobroni…jako ucieczkę od „zła tego świata”. Byłam pewna , że zapamięta ten adres.

  4. magda2 pisze:

    Mam pytanie, może trochę (a właściwie bardzo infantylne 🙂 , ale….Zawsze miałam z tym dylemat. Chodzi mi o warunki odpustu zupełnego a mianowicie o wyzbycie się przywiązania do jakiegokolwiek grzechu , nawet powszedniego. I tu moje pytanie. Czyli mam powiedzieć,że wyrzekam się grzechu, czy …no właśnie co?

  5. adamo pisze:

    Dziekuje Admince za wiele ciekawych informacji które umieszcza w komentarzach teraz aktualnie jest o. Pio. Bogu niech bedą dzięki za Ciebie 🙂

    • wobroniewiary pisze:

      Dopiero wstałam po dwóch dniach niesamowitych cierpień…
      Pozdrawiam Was i zapowiadam, że ten miesiąc postu jest jednym z najtrudniejszych… to będzie trudna walka
      1 listopada – mój dzień postu, ani w kościele, ani na cmentarzu – w łóżku ogromnymi cierpieniami…

  6. Maria pisze:

    Ewo trzymaj się, ja też mam trudny czas. Pozdrawiam i łączę się w modlitwie.

    • kasiaJa pisze:

      I ja nie miałam lekko – w piątek (chyba po raz pierwszy w życiu coś takiego przeżyłam, do obiadu czułam się bardzo dobrze, a potem nie dało się ustać na nogach i głowa pękała z bólu, do tego jakieś kołatania w sercu… ) leżałam plackiem, modliłam się i ofiarowałam całe cierpienie Panu w intencji ocalenia wszystkich dzieciaków „bawiących się w Helloween”. Tego wieczoru odesłałam z kwitkiem dwie grupy „zagubionych dzieci”.

      • wobroniewiary pisze:

        Tego dnia, tuż przed Marszem Wszystkich Świętych rozstałam się z samochodem, nie może czort inaczej, to uderza materialnie, ale dziś kochany o. Jerzy Garda zawiózł mnie na cmentarz, razem modliliśmy się nad grobem mojej babci i pradziadków i potem zawiózł mnie do koscioła. Widział, że nie jestem w stanie „nie tylko iść ale i być sama” – chodzi o cierpienia fizyczne, duchowo rwałam się do duszyczek i do kościoła, do Pana Jezusa.
        Kocham duszyczki, wiem ile mi wymodliły w zesłanym roku za moje 8-dniowe codziennie ich nawiedzanie i ofiarowywanie za nie odpustów.
        W tym roku 1 listopada w domu – ale wiem, że Bóg przyjął moje cierpienia. Teraz jak gdyby nigdy nic – jestem na chodzie. Mój dzień postu się skończył. I znów „żyję”

  7. wobroniewiary pisze:

    Ks. Aleksander Posacki:
    Kochani!
    Gorąco proszę o modlitwę za moją Kochaną Mamę Olimpię, która zmarła 3 września 2011 roku. Moja Mama wraz z Ojcem Włodzimierzem (który zmarł wcześniej, o nim tez proszę wspomnieć), była więźniem Gułagu na Syberii przez 7 lat w najpiękniejszych latach swego życia. Mama z Ojcem tam się poznali.

    Przygotowując wykład na międzynarodową Konferencję właśnie studiuję teksty Aleksandra Sołżenicyna w oryginale i widzę zbieżności z tym, co znam z opowieści Mamy. Głód, chłód, zagrożenie chorobą i śmiercią z wyczerpania lub kaprysu strażnika. Upokorzenie, karanie, za niewinność, za dobroć, normalność. Odebranie wszelkich praw, wolności i godności. Próba zabicia obrazu Bożego w człowieku. Mama miała wizję Chrystusa, który ją umacniał.

    Ludzie ludziom zgotowali ten los…Nie powiem nic więcej…

  8. mer pisze:

    Teraz gotują ten los w Syrii, Iraku ….A w Polsce …. to jest tylko kwestią czasu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s