Noc cudów czyli jak nawróciła się cała klasa gimnazjum, którą Duch Święty rozłożył na łopatki…

Wiesz, że z tysiąca opowieści o cudach, które były Twoim udziałem, nie dotykają mnie nawet te wszystkie wskrzeszenia czy uzdrowienia, ale to, że nawróciła się cała klasa gimnazjum?

O pełnych ironii gimnazjalistach, rozłożonych na łopatki przez Ducha świętego, z Witkiem Wilkiem rozmawia Marcin Jakimowicz

Marcin Jakimowicz: Wiesz, że z tysiąca opowieści o cudach, które były Twoim udziałem, nie dotykają mnie nawet te wszystkie wskrzeszenia czy uzdrowienia, ale to, że nawróciła się cała klasa gimnazjum?

Witek Wilk: I to jaka klasa…

Strach się bać?
Gorzej. (śmiech) Poprzednia wychowawczyni klasy I B (nauczycielka z wieloletnim doświadczeniem) po pół roku pracy załamała się i zrezygnowała z… zawodu. Szkoła prywatna. Katolicka. Działająca wedle zasady: „Płacę i wymagam”. To była strasznie trudna klasa z bardzo bogatymi dziećmi.

Co to znaczy „bardzo bogatymi”?
Obrzydliwie bogatymi. Ich rodzice mieli nie tylko potężne wille czy baseny zasłaniane trawą, ale i własne helikoptery, prywatne ogrody zoologiczne. Te dzieciaki miały wszystko. I myślały, że wolno im wszystko. Miały własne quady, potężne tory crossowe, które dostawały w prezencie na 14. urodziny

Ciszej, bo mój syn usłyszy…
Wiesz, jaki najsłabszy samochód tam widziałem? Audi 8. Ja miałem z nimi godzinę muzyki tygodniowo. Za każdym razem opowiadałem im o jakimś nowym cudzie, którego doświadczyłem. Mam tego parę tysięcy. (śmiech)

Słuchali czy reagowali szyderką?
Różnie. Nie przejmowałem się tym. Przyzwyczaili się. Pewnego dnia dyrektor rzucił: ponieważ nikt nie zgłosił się na ochotnika, wychowawcą I B zostaje Witek Wilk. Ja??? Przecież się nie nadaję, nigdy nie miałem wychowawstwa. Nie lubię instytucji szkoły, tych wszystkich formalności, roboty papierkowej. Nie miałem wyjścia. Zostałem wychowawcą. „Czego ode mnie oczekujecie?” – zapytałem. „Wycieczki klasowej! Byle od poniedziałku do piątku, żeby weekendu nie zmarnować”. (śmiech) „OK. Pojedziemy. Zabiorę was do Wisły. Ale w zamian za to… nauczycie się piosenki »Wiara czyni cuda«”. „My??? Nie umiemy śpiewać”. „Bardzo dobrze: od tego zaczniemy. Sorry, coś za coś”. Zaczęliśmy się pakować. Mieliśmy prywatny autobus z kierowcą, sporo kasy na wydatki. Dyrektor mówi: „Witek, dam ci dla ochrony z czterech wychowawców”. „Nie, dzięki, sam pojadę”. „To dam ci księdza. W prywatnej katolickiej szkole brak religii nikogo nie zmartwi. Gdyby brakło matmy czy angielskiego, rodzice zrobiliby aferę”.

Wynająłem wypasiony pensjonat oddalony o 3 kilometry od najbliższego sklepu. Nie chciałem, by dzieciaki wyskakiwały po alkohol. Sam pochodziłem po sklepach w Wiśle, by przypomnieć że sprzedawanie alkoholu młodzieży do lat osiemnastu i tak dalej… Zawiadomiłem policję, że przyjeżdżamy. Powiedziałem, że przyjedzie bardzo specyficzna młodzież z Mazowsza. To była naprawdę ostra klasa. Niektórzy uczniowie mieli już sprawy w prokuraturze.

Nie bałeś się tego wypadu?
Nie. Czekałem na to, co zrobi z nimi Bóg. W poniedziałek przyjechaliśmy na miejsce. Była próba śpiewu. Na drugi dzień pojechaliśmy do studia Deo Recordings. Powiedziałem realizatorowi: „Czarek, czegoś tak strasznego nigdy nie słyszałeś, ale nie przejmuj się. Nagrywaj”. Nagrał. Profesjonalnie. Samo nagranie chórków (półtorej minuty śpiewu) zajęło im trzy godziny. (śmiech) Byli lekko przerażeni. Ksiądz nagrywał z tego króciutkie filmiki. Już w autobusie w drodze powrotnej do pensjonatu, gdy puściliśmy naszą piosenkę, a ksiądz podłączył do DVD filmiki, zatkało nas. Świetny teledysk! Przez dwa kolejne dni młodzi sami zaczęli dokręcać nowe sceny do teledysku. Wkręcili się. Wszystko szło dobrze. Do czwartku, kiedy to podeszła do mnie właścicielka pensjonatu: „Panie Witku, oni zbili niezwykle cenną wazę. Była dla mnie bardzo ważna ze względów osobistych. Ukryli skorupy pod stoliczkiem z długim obrusem, żeby nie było nic widać”. Zawołałem klasę: „Znacie reguły: najgorsza, ale prawda. Bóg nienawidzi kłamstwa. Będzie prawda, będziemy żyli w zgodzie”. Ksiądz powiedział: „Za karę pójdziecie dziś o 21 na Mszę”. Przyszli. Tego dnia było czytanie: „Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych, osiągniesz zbawienie”. Powiedziałem: „Słuchajcie: albo to, co słyszycie, jest pobożną bajeczką, albo prawdą. To mocne słowo. Znamy się już półtora roku: zaufajcie mi: dziś możecie przekonać się, że to, co opowiadałem wam o Bogu, może zadziałać w waszym życiu, może być waszym udziałem. Odważcie się”.

Nie bałeś się zaryzykować? Skąd wiesz, że to zadziała, sprawdzi się w praniu, że na Twoje słowa zstąpi Duch?
Jeśli nie zaryzykujesz, nigdy się o tym nie dowiesz. Wiem, wiem: hamulcem jest lęk. Ale jeśli zadziałało to 99 razy, to dlaczego miałoby być inaczej za setnym? Ja nie głoszę swoich mądrości, tylko czystą Ewangelię. Powiedziałem: to nie przypadek, że dziś są te słowa. Nie znacie ich: ani z domów rodzinnych, ani z kościoła, bo do niego nie chodzicie. Kto chce wyznać, że Jezus Chrystus jest Panem? Wszyscy wstali. Łącznie z kierowcą autobusu.

Nie zadziałał efekt stada?
Nie wiem. Kim jestem, by to oceniać? Po co to zresztą robić? „Poznacie po owocach…”. Powiedziałem: ksiądz na odległość nałoży na was ręce i będziemy prosili, by przyszedł do nas Duch Święty. Cisza, oczekiwanie. I wtedy naprawdę zstąpił Duch. Ci twardziele, zazwyczaj pełni ironii, zaczęli płakać, śmiać się. Jeden delikwent, który za karę przesadzany był na Mszy ciągle do przodu i wylądował już w pierwszej ławce, skulił się. Co się stało? – pomyślałem. Podchodzę, a na podłodze kałuża. „O, posiusiało się biedactwo” – zażartowałem. To była kałuża łez! Ten twardziel płakał jak dziecko. Ksiądz zdumiony. Msza trwała ponad półtorej godziny. Gdy się skończyła, do pokoju księdza ustawiła się dłuuuuga kolejka do spowiedzi. Młodzi opowiadali, że ostatnio byli u spowiedzi w czasie Pierwszej Komunii, by zaliczyć parafkę. Wiedziałem, że to owoc Ducha: „Gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu” (J 16,8). Oni naprawdę zapłakali nad swoim grzechem. Gdy zaprosisz Ducha, On przyjdzie i pokaże ci, gdzie jest twój problem: jednemu pokaże zranienia z dzieciństwa, innemu aborcję w rodzinie, molestowanie. Duch to naprawdę pokazuje. Msza się skończyła. Młodzież rozeszła się po pokojach. Policja była zawiadomiona: dziś jest zielona noc….

Dokładnie: wszystko może się zdarzyć. (śmiech) Byliśmy przygotowani na najgorsze. Dwunasta w nocy. Zacząłem z księdzem obchód pensjonatu. Coś podejrzanie cicho. Wchodzę do pierwszego pokoju: trzech chłopaków pochylonych nad łóżkiem. Czytają coś. „Ooo, my ich! Czytają na pewno »świerszczyki«”. Patrzę, a oni siedzą nad Biblią. „Panie Witku, coś się na tej Mszy stało, więc znaleźliśmy jedną Biblię w bibliotece” – opowiadają. Wchodzę do drugiego pokoju: to samo; chłopcy siedzą nad Biblią. A oni nigdy wcześniej nie zadali ani jednego pytania o Boga czy Kościół! Okazało się, że wszyscy w pensjonacie zapragnęli poznać Boga. Nikt nie „dymił” w czasie zielonej nocy. Wchodzę do pokoju dziewczyn. Patrzę – jedna z nich, która zaczęła płakać w czasie Mszy, ryczy do tej pory: „Panie Witku, Bóg istnieje! To niesamowite. Czuję, że coś mnie w środku oczyszcza”. Ta dziewczyna wraz z siostrą miały sprawę w prokuraturze przeciwko innym dziewczynom. Hardcore. Nienawiść wisiała w powietrzu. I nagle otwierają się drzwi (zasłoniły mnie, więc osoby wchodzące nie miały pojęcia o mojej obecności). Patrzę: wchodzi ta dziewczyna, z którą lokatorki miały na pieńku. Z drugiej strony barykady. Słucham, a wchodząca dziewczyna płacze i mówi: „Byłam u spowiedzi. W sali bilardowej znalazłam twoją kurtkę. Chcę ci ją oddać”. Chłopie, znałem tę dziewczynę! Przecież jeszcze kilka godzin wcześniej wyciągnęłaby zapalniczkę i po kurtce zostałaby kupka popiołu! A ta dziewczyna mówi: „I chciałam cię za to wszystko, co było w ciągu ostatnich lat, przeprosić”. Padły sobie w objęcia. Stałem za drzwiami wniebowzięty.

Nie bałeś się, że to wszystko po powrocie się rozmyje? Że wrócą do swych iPhonów i helikopterów?
Powiedziałem im: szukajcie wspólnoty, bo inaczej zginiecie. Wróciliśmy do domów. Wiesz, jak trudno było im się rozstać? W poniedziałek podchodzą do mnie uczniowie z innych klas: „Panie Witku, nie wiemy, co się stało, bo ci, którzy byli w Wiśle, nie chcą nam powiedzieć, ale coś się musiało stać! Możemy też pojechać z panem od poniedziałku do piątku, żeby weekendu nie zarwać?”. (śmiech) Przyszedł wtorek: zebranie rodziców.

Spędzające sen z powiek nauczycielom prywatnych szkół…
Nigdy nikt nie przychodził. Maksimum pięciu, sześciu rodziców. Płacili – to wystarczało. Wchodzę do klasy: siedzi komplet. „Panie Witku, co pan zrobił naszym dzieciom?” – pada hasło z sali. „Nie poznajemy ich, posprzątały po sobie, siedziały z nami przy obiedzie, wieczorem zrobiły same zadanie (a przecież nie musiały, mamy ludzi do odrabiania zadań), poszły grzecznie do łóżka i jeszcze na deser… znalazły na półkach zakurzone Biblie i zaczęły czytać”. „Sorry – odpowiedziałem. – Wybraliście prywatną szkołę, która w nazwie ma dopisek »katolicka«. To zobowiązuje. Wasze dzieci spotkały żywego Boga, przyjęły do serca Jezusa. No, a teraz wasza kolej”. (śmiech)
Za: http://gosc.pl

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, Świadectwa i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

26 odpowiedzi na „Noc cudów czyli jak nawróciła się cała klasa gimnazjum, którą Duch Święty rozłożył na łopatki…

  1. julia pisze:

    chcę się z wami czymś podzielić.. może ktos z was ma podobne doswiadczenia…
    otóz, rozmawiałam dziś z mama… opowiadała mi dziwny, sen jaki miała po ogladaniu filmu o całunie turynskim na tv trwam. mowiła, ze przysnił jej się ogromny samolot, cos w rodzaju samolotu i w kabinie tego samolotu siedział Pan Jezus.. we snie widziała jak ten samolot kieruje sie prosto w jej okna. POtem usłyszała wielki huk i trzask zbitej szyby i obudziła sie tak przerazona , ze długo nie mogła dojsc do siebie .. oczywiscie zadna szyba zbita nie została w domu.
    Mogłabym pomyslec , ze to tylko sen , ze rozmyslala długo nad tym całunem, wiec sen to skutek mysli róznego rodzaju…
    Ale jakies dwa tygodnie temu miałam podobny sen.. tylko , ze nie widziałam Jezusa i nie był to samolot ale cos jak okrągły spodek ( dodam, ze nie interesuje mnie ufo i nie czytam takich rzeczy ) ale był ogromnie swietlisty i wysadzany drogocennymi kamieniami … rubiny, diamenty , szmaragdy i inne ktore dawały niezwykly blask.. i to było tyle co zapamietałam z tego snu.
    Jakis czas temu czytajac tę stronę , zamysliłam sie na chwile i pojawiła sie jakas obca mi mysl w głowie .. nie głos wyraznie mowiacy do mnie , ale cos jakby moja własna mysl, ale jednoczesnie ze swiadomoscia , ze to nie moje ..
    ta mysl brzmiała ; nie martw, sie , wytrwaj , niedługo przyjdę po Ciebie. Czuwaj. na mysl moja a co z moimi dziecmi… usłyszałam jakby odpowiedz, ze zostane zabrana z dziecmi….
    zaczełam wtedy myslec, co z moim męzem.. i prosic ten głos,,, by za mnie zabrał mojego meza, bo on jest daleki od BOga .. a ja majac mała ale zawsze, wiare… jestem w stanie oddac zycie tu na ziemi za Jezusa…
    na to juz ni eotrzymałam zadnej odp.
    potem pomyslalam, ze zdawało mi sie i choc chciałam wam napisac, ze mam wrazenie , ze NIebo daje znac ze paruzja jest juz blisko .. to nie mogłam wpisu tu zrobic bo zaciał mi sie komputer i musiałam go wyłaczyc. A nazajutrz pomyslalam, ze wydawało mi się to wszystko..

    teraz po rozmowie z mama , sama nie wiem co o tym myslec… moze to jakis znak ? czasami zastanawiam sie co znacza słowa w ewangelii , ze jeden zostanie , drugi zostanie zabrany….
    ale jakos nie potrafie wyobrazic sobie nagłego znikniecia ludzi tak jak to pokazuja obecne filmy futurystyczne..

    • Krzysztof K pisze:

      Zawsze trzeba badać duchy. Do rozeznawania wszyscy jesteśmy powołani. Sen może pochodzić od trzech osób. Od człowieka, od Boga, od złego. Należy go rozeznać, zanim się zaczniemy nim nakręcać. Nawet święci się nabierali na wizje szatańskie, a co dopiero my.
      Moje zastrzeżenie budzi kilka zwrotów.
      ” przysnił jej się ogromny samolot, cos w rodzaju samolotu i w kabinie tego samolotu siedział Pan Jezus.”
      Jest to teoria bodajże New Age, która mówi nam, że Jezus był kosmitą, że do nieba nie wstąpił, tylko odleciał statkiem kosmicznym i takim samym statkiem wróci.
      Ty też widziałaś dziwny spodek więc jest to dla mnie niepokojące.

      „we snie widziała jak ten samolot kieruje sie prosto w jej okna. POtem usłyszała wielki huk i trzask zbitej szyby i obudziła sie tak przerazona , ze długo nie mogła dojsc do siebie”
      Spotkanie z panem Jezusem niesie ze sobą pokój, radość, miłość. Nie wiem czy przerażenie jest owocem Ducha Świętego, raczej stawiałbym tutaj na owoce złego ducha, nie mogę jednak tego w pełni rozeznać.

      Piszesz, że zostaniesz zabrana. Byłbym tutaj ostrożny, bo nie wiadomo od kogo ten głos pochodzi. Możliwe, że robisz coś źle i zły ci podpowiada, żeby w tym trwać, ale możliwe, że robisz wszystko dobrze. Tego nie wiem, wiem jednak, że jest wiele książek, świadectw ludzi którzy trafili do nieba i wrócili. Opisują oni często zdziwienie, tym kto jest w niebie, a kogo nie ma. Nawet dzisiaj pojawiło się świadectwo księdza, który myślał, że trafi do nieba, ale na sądzie wyszło, że zasługuje na piekło. Może powinnaś udać się do księdza i porozmawiać z nim o swoim życiu, tym czego doświadczasz. Masz kierownika duchowego?.

      „jestem w stanie oddac zycie tu na ziemi za Jezusa…” i ja kiedyś tak myślałem, ale później Bóg dał mi możliwość zrozumieć, że jest to wielka łaska. I że nie jestem wierny w rzeczach małych, a co dopiero w wielkich. Mam nadzieję, że z tobą jest inaczej 🙂

      Wiele ludzi gdyby znalazło się w sytuacji, że ktoś przystawiłby jemu pistolet do głowy i mówił: albo wyrzekniesz się Jezusa, albo zginiesz. Nie wyparło by się Jezusa.
      Kiedy jednak przychodzi prosty mały sprawdzian dnia codziennego i kiedy kusi nas zły, często to właśnie złego wybieramy.

      „sama nie wiem co o tym myslec” rozeznawaj, proś Boga o pomoc, w rozeznaniu tego. Udaj się do księdza. Nie wiem czy ten sen pochodzi od Boga, ale na pewno Bóg na niego zezwolił, warto się zastanowić nad tym w jakim celu to zrobił.

      • julia pisze:

        krzysztofie bardzo ci dziękuję za tą odpowiedź;) dałeś mi do myslenia. Ja w sumie tez zdziwiłam się, ze mama ma taki sen i skonczyło sie przerazeniem..
        co do mnie…kierownika duchowego nie mam, ale spowiadam sie w zasadzie zawsze u tego samego księdza i z nim rozmawiałam o moich wizjach z zeszłego roku. On mi powiedział, że to wielki dar od Boga i powinnam się tym podzielić z innymi.
        No ale z tym mam problem, bo boję sie zwyczajnie po ludzku, wystapien przed duza grupa ludzi…i w tej sprawie tez toczę walkę duchową ze sobą , bo był czas , ze słyszałam wyraznie mysl… idz i daj swiadectwo… kilka razy. I mam z tym problem , bo z jednej strony mogłabym myslec, ze Bóg mnie do tego wyraznie wzywa, a z drugiej strony boje sie , ze zły moze w ten sposób namawiać mnie do tego by dac publicznie swiadectwo, bo liczy na to, ze wpadne w pyche , ze taka wazna jestem…. powiem szczerze, ze odkąd stale staram się nawracać … to zawsze boję sie wpasc w pyche religijna.

        O snach nie rozmawiałam z księdzem. Myślę , ze poruszę ten temat przy najblizszej spowiedzi. Z tym, ze ja sny traktuje dość lekko, nie staram sie ich na siłe sobie tłumaczyc.. bardziej mnie zastanawia czym jest to, ze czasem napływaja mi mysli, słowa modlitwy, które nie sa tozsame z moja osobowoscią , z moim sposobem myslenia.
        Dziękuje Ci jeszcze raz Krzysztofie, porozmawiam z księdzem o tym , ale mysle, ze najbardziej skorzystam z twej rady, zeby wszystko zawierzyć Bogu.

      • Krzysztof K pisze:

        Sny mogą pochodzić od Boga i mogą być prorocze, to wielki dar. Takie osoby powinny być jednak prowadzone przez kierownika duchowego. Nie jestem w stanie rozeznać twojego snu, ale ty możesz i najlepiej uczynić to z księdzem.

        Ja bym ci jeszcze polecił, żebyś modliła się o kierownika duchowego. Jest duża różnica między stałym spowiednikiem, a kierownikiem duchowym.

        Świadectwo można, a nawet trzeba dawać, najlepiej świadectwo ze swojego życia. Natomiast świadectwo, że miałaś sen o tym i o tym, nie dawałbym bez wcześniejszego rozeznania najlepiej z księdzem.

        Może módl się też o charyzmat rozeznawania duchów?

        Polecam przyjemnie nagrany filmik o rozeznawaniu 🙂

  2. Jeremiasz pisze:

    Przyznam się, że tak jak zawsze lubię czytać, słuchać i oglądać świadectwa innych osób o nawróceniu, tak w tym przypadku brzmi to dla mnie jak naciągana bajka. Własne helikoptery? Basen za trawą? W naszym klimacie?
    „Powiedziałem: ksiądz na odległość nałoży na was ręce” – poprosił księdza przed mszą czy w autobusie? Nie załapałem po prostu.
    Jeszcze ta scena z kałużą łez została opisana co najmniej groteskowo i jeszcze ten żarcik z pusiusianiem się…
    Nie wiem, jeśli to prawda to chwała Panu, a jeśli nie – to również chwała Panu 🙂
    Mnie nie przekonało wiele szczegółów w tej opowieści i wydaje mi się dziwna.

    Jezus jest Panem !

    • Magdalena pisze:

      A mnie to świadectwo przekonało.
      Znam takich ludzi z takich szkół. Znam dzieci i znam rodziców. I baseny mają, i helikoptery a dlaczego szkoła katolicka bo to takie „prestiżowe” i bardziej o prestiż o wiarę chodziło ale Bóg działa kiedy i jak chce

      • MIRIAM pisze:

        Pani Magdo, ile klasa liczyła uczniów? W szkole nie ma ochroniarzy – tylko zgodnie z prawem oświatowym określonej liczbie uczniów przypada określona liczba opiekunów. To nie dyrektor o tym decyduje… Dla mnie ta opowieść to bajki … Żaden dyrektor szkoły prywatnej i publicznej nie działa niezgodnie z prawem, ma odpowiedzialność karną! Ale p. Witek o tym nie wie … on bajdurzy

    • Maggie pisze:

      Jeremiasz: siła modlitwy!
      Nie ważne gdzie jestes ale modlitwa dociera wszędzie…nawet w zaswiaty, kiedy sie modlimy za naszych zmarłych. W ta sobotę, na tej samej zasadzie, będziemy mieli wodę egzorcyzmowana. Modlitwa nie zna granic.

      Jezus jest Panem!

    • Monika pisze:

      Oj, Jeremiasz, nie bądź takim niedowiarkiem. To samo życie.
      Nawrócenie, zwłaszcza takie zbiorowe jest może nieczęste ale jest cudem i przeogromną Łaską. To dowód na to, że wiara choćby jednego człowieka może uczynić cuda w życiu innych i może góry przenosić. Efekt jest niewiarygodny ale na pewno prawdziwy i jak widać zatacza coraz szersze kręgi. Zmiana życia jednych powoduje efekt domina i dalsze nawrócenia. Dla Ciebie ta historia brzmi jak naciągana bajka, bo może jeszcze nie spotkałeś się akurat z takimi bogaczami.
      Ale ja wiem, że to samo życie. Wiem, że i w Polsce żyją niewyobrażalnie bogaci ludzie i oni trzymają się razem.
      Wiem to akurat z życiowego doświadczenia mojej mamy, która tak się złożyło, że przez kilka miesięcy pracowała dla niesłychanie bogatego małżeństwa, będąc przez pewien czas w tej bogatszej części Polski i wracając w nasze biedne strony opowiedziała mi jak bardzo życie w tamtych stronach różni się, odbiega skrajnie od naszego życia na wschodzie (południowym wschodzie).
      Mówiła wręcz: tam żyją ludzie na zupełnie innym poziome, to zupełnie inny świat, nie ma porównania. Przede wszystkim w naszych stronach nie ma tylu bogaczy i to tak wielkich bogaczy. Są tam też i biedni ale rzuca się w oczy ten ogromny rozdźwięk, wielka przepaść widoczna w tym co widziała na własne oczy i co opowiadała, mając porównanie co jest u nas. Widziała przeogromny luksus, bogactwo, przepych i jednocześnie władzę i związany z nią wyzysk Polaka przez Polaka.
      Moja mama pracowała, dorabiając do bardzo skromnej emerytury nauczycielskiej, kilka miesięcy jako pomoc domowa, coś na wzór sprzątaczki i opowiadała jak jej nieprzyzwoicie bogaci pracodawcy (mąż z żoną) byli właścicielami takiego właśnie prywatnego zoo, sieci salonów samochodowych, sieci stacji paliw, sieci restauracji, sieci lodziarni i nie pamiętam czego jeszcze, zatrudniali prywatnego ogrodnika, co chwilę kupowali nowy samochód, który brali tak jak wiele innych rzeczy w koszty, by uciec od płacenia podatków. Wszelkie luksusy w domu, który tak właściwie to nie był zwykłym domem – był niczym pałac z ogromną ilością pokoi, z przepięknym ogrodem, w którym żyły papugi Ary a jak wiadomo przeciętna Ara to jakieś 10 tysięcy, tak, że mama mówiła, że jak żyje to czegoś podobnego nie widziała, gdzie samych telewizorów plazmowych w tym pałacu było kilkanaście. Nie mieli dzieci i mieszkali w tak ogromnym, pełnym przepychu domu zupełnie sami. Mama jako sprzątaczka miała swój osobny dom obok postawiony, w którym mieszkała i mogła nawet przyjmować gości, bo miała jako sprzątaczka salon dla gości wraz z telewizorem i całym wyposażeniem.
      Jak chodzi o zapłatę to nie były to kokosy a inni pracownicy wręcz narzekali bardzo na płace od tych państwa – bo nie były zadowalające i płacone nie w terminie. Były nawet w przypadku pewnych osób, duże opóźnienia z płaceniem za pracę. Ogrodnik tych państwa, u których pracowała mama nie miał domu i spał dosłownie w samochodzie ale kto by się tym przejmował? To co opowiadała o traktowaniu pracowników przez tych bogatych i jednocześnie jeszcze młodych ludzi było wręcz skandaliczne. Nawet to, do jakich rzeczy się dopuszczali, byle tylko nie płacić swoim pracownikom.
      Przytoczę tylko jedną z historii jaką mama opowiedziała – była to historia pewnego drzewa, które zakupili ci państwo za jakąś niewyobrażalną, horrendalnie wysoką cenę, o ile pamiętam to było bodajże 100 000 zł i z bardzo daleka sprowadzonego specjalnym transportem, bo to było bardzo duże i stare drzewo. Było to wielkie przedsięwzięcie i drzewo to po posadzeniu zwyczajnie uschło, bo akurat ogrodnik wtedy był chory i nie podlał tego drzewa a oni sami zapomnieli czy nie dopilnowali, by to drzewo podlać. Gdy drzewo uschło, to oni ponownie zakupili drugie tak samo drogie i bez specjalnego przejmowania się tym faktem ponownie zorganizowali specjalny transport do jego przewozu. Już sama ta historia jest nie do uwierzenia a jednak prawdziwa. Tacy ludzie w ogóle nie przejmują się ogromnymi sumami pieniędzy wydawanymi na to czy tamto, bo to wszystko i tak idzie w tzw. „koszty”, może nawet na zasadzie im więcej tym lepiej.
      Istnieje nawet taka opinia, nie wiem czy słuszna (zapewne nie w każdym przypadku), że podobno najgorzej trafić do bogatego Polaka jako swego pracodawcy i to nie tylko w Polsce ale i na świecie. Słyszałam to od niejednej osoby pracującej u bogatych Polaków za granicą.
      Niejedno więc mogłoby nas zaskoczyć jak chodzi o bogactwo niektórych Polaków nawet tu w Polsce i jak bardzo pieniądz zmienia ludzi, jak ogromny jest wtedy wyzysk.
      Właśnie w takich sytuacjach, jeśli wierzymy Bogu, że Bóg wszystko może, to właśnie w takich z pozoru beznadziejnych sytuacjach Jego Łaska może rozlać się z jeszcze większą Mocą.
      Jezus jest Panem!

      • Maggie pisze:

        Przypomnialam sobie, jak kiedyś mój ojciec mówił o pacjencie, ktory auto w garażu trzymał na kosztownym dywanie.

      • Maggie pisze:

        Tam gdzie bieda, tam tez fortuny.
        Przed chwila na wiadomościach podali, ze na pierwszym miejscu bogaczy w USA jest … Bill Gates $81 bilionów , na drugim zaś Warren Buffett z „tylko” $67 bilionów.

        • Ian pisze:

          Może nie ma to aż tak wielkiego znaczenia ale dla porządku drobna uwaga – po angielsku bilion to po polsku miliard…

  3. Ania pisze:

    Owsiak przegrał z blogerem w sądzie!
    Jerzy Owsiak przegrał dziś proces, jaki wytoczył blogerowi za pomówienia. Sąd oczyścił go z dwóch z trzech zarzutów.

    Piotr Wielgucki piszący pod pseudonimem MatkaKurka w ubiegłym roku umieścił na swoim blogu teksty, w których nazywał Owsiaka m.in. „guru sekt”, „romskim maczo”, „królem żebraków”, czy „hieną cmentarną”. Ten oskarżył blogera za pomówienia, że on i WOŚP przywłaszcza pieniądze pozyskane z publicznych zbiórek. Poza tym, zarzucił mu podawanie nierzetelnych informacji o funkcjonowaniu WOŚP, przez co naraził ją na utratę zaufania publicznego.

    Sąd Rejonowy w Złotoryi oczyścił Wielguckiego za dwa teksty, a za trzeci, w którym nazwał Owsiaka „hieną cmentarną”, uznał go winnym znieważenia. Sędzia Michał Misiak ostąpił jednak od wymierzenia kary, ponieważ Owsiak odpowiedział w mediach zniewagą wzajemną. W ocenie sędziego, informacje które podawał bloger „nie przekroczyły granicy prawdy”:

  4. Dorota pisze:

    Przyznam , że znam takie środowisko przebogatych młodych i ich zachowania łącznie z arogancją rodziców ujawniających się zwłaszcza w szkole na zebraniach . Posunę się jednak dalej. Przecież my wśród takich żyjemy. Nic zatem dziwnego się nie zadziało do momentu kiedy nastąpiła normalność. Normalność to jakieś tabu, to zakazany owoc. Nie wolno promować normalności bo …….Internet też posługuje się , opisuje i przedstawia tylko postawy wyuzdane z prawa , zasad i normalności naturalnej. Wybaczcie , ale mam dość świadectw nawrócenia celebrytów , polityków, aktorów, dziennikarzy, sportowców itd:
    Jakby Kościół był tylko dla tych , którzy nawracają się po burzliwych historiach życia. Jak gdyby trzeba się wytarzać w błocie , by być zaakceptowanym. Jest taka postawa ujęta w miłosierdziu Przedwiecznego Ojca, ale jakoś o czystej miłości , o moralnych postawach i o życiu w obłoku płaszcza ochronnego z Nieba jakoś się trudno pisze. Czyżby zabrakło jakiegoś ogniwa we wspólnocie Kościoła? NIE WIERZE! Mogłabym jeszcze wyrzucić trochę , ale poczekam na reakcję.

    • Anna Maria pisze:

      Ja też nawróciłam się po dość burzliwej historii życia… nie trzeba do tego być sławnym i bogatym. Mój ojciec był alkoholikiem, matka po załamaniu nerwowym miała objawy schizofrenii, ja dostałam się na studia w Warszawie, których nie ukończyłam, pracuję w firmie produkcyjnej jako pracownik fizyczny i mam niską pensję.
      Pewien ksiądz mi powiedział, że zmarnowałam sobie życie. Zdziwiło mnie to. Pozycja i kasa to nie wszystko.

  5. Ania pisze:

    Przeczytałam i ręce załamałam

    „GW” w sensacyjnym tonie poinformowała, że proboszcz jednej z gliwickiej parafii udzielił swoim parafianom dyspensy na jedzenie mięsa w piątek. Ale nie wszystkim, tylko klientom jednego sklepu…

    W sensacyjnym tonie o dyspensie, jakiej udzielić miał proboszcz parafii NPM Matki Kościoła w Gliwicach na Sikorniku, poinformowała „GW”, a za nią inne media. W samym udzieleniu dyspensy może nie byłoby nic szokującego, gdyby nie fakt, że miała ona dotyczyć klientów wyłącznie jednego sklepu. Według prasowych doniesień, do proboszcza z prośbą o udzielenie dyspensy nie udali się wierni, ale właściciel wspomnianego sklepu.

    A jak było naprawdę?

    Niestety, ks. Bernarda Józefa Mroncza, proboszcza parafii nie udało nam się zastać w kancelarii. Nikt też z obecnych w kancelarii wikariuszy nie mógł na udzielić informacji na temat medialnych doniesień. Postanowiliśmy więc zapytać, czy o sprawie wie już Kuria Diecezjalna w Gliwicach.

    „O całej sprawie dowiedziałem się dziś z gazety. W tej chwili próbuję ustalić, jak sytuacja wyglądała naprawdę” – mówi w rozmowie z naszym portalem ks. Krystian Piechaczek z Kurii Diecezjalnej w Gliwicach. Jemu także nie udało się skontaktować z księdzem proboszczem, ale zapewnia, że poinformuje portal Fronda.pl o swoich ustaleniach.

    Czy jeśli doniesienia gazety są prawdziwe, ks. Mroncz może spodziewać się jakichś kroków ze strony kurii? „Najpierw trzeba zbadać prawdziwość i intencje tej wypowiedzi, jaki był jej kontekst. Później zastanowimy się nad tym, co dalej” – odpowiada ks. Piechaczek.
    http://www.fronda.pl/a/ksiadz-udzielil-dyspense-na-jedzenia-miesa-w-piatek-klientom-jednego-sklepu,42187.html

  6. Ania pisze:

    A to jest jeszcze lepsze:
    Twój Ruch już kompletnie zszedł na dno. Po nieudanej akcji antyklerykalnej, teraz mózg profesorski Palikota Jan Hartman wpadł na pomysł,by Polska rozpoczęła debatę o związkach kazirodczych
    http://www.fronda.pl/a/jan-hartman-chce-legalizacji-kazirodztwa,42185.html

    • Maggie pisze:

      Po wysłuchaniu paru mów tego prof.Hartmana , na Internecie, …wiecej niż zalamalam ręce. Zasługa tego pana profesora jest to, ze uwierzylam w aktywnego szatana na Polskiej Ziemi.
      Jezus jest Panem!

  7. mariaP pisze:

    „Synu, twoja wiara ich ocalila”

    Takie spektakularne nawrocenie swiadczy o tym, ze Niebo ma dosc niedowiarkow, a w Narodzie podoba mu sie ten, kto wierzy i poklada w Bogu nadzieje!
    Jakze wielu czeka w kolejce na cud przemiany !
    Matka Boza w Medjugorje stale sie o nich dopomina .
    Czy sprostamy ?
    Panie , zaradz naszemu niedowiarstwu!

    • mariaP pisze:

      Zauwazcie, jak wiele swiadectw i owocow po przebytych niedawno rekolekcjach!
      Bo gdzie wiara w Boza wszechmoc , tam …. dla Boga nie ma nic niemozliwego !
      Pan Jezus zawsze pytal , czy masz dosc wiary , by On mogl dzialac.
      „Wiara ludziom Niebo otwiera , z wiara czlowiek spokojnie umiera … pisal kiedys poeta Karpinski.
      Dziekuje za te wszystkie swiadectwa. Sa umocnieniem , budza refleksje … A przede wszystkim poglebiaja wiara!
      Dziekuje!

  8. Kasia pisze:

    Julio-swój sen i mamy oddaj Jezusowi i Maryi w modlitwie-na świecie juz od dłuższego czasu dzieją się dziwne rzeczy a tylu ludzi,szczególnie młodych wybiera złą drogę.My mamy się za nich modlić,ufać,oddawać wszystko naszej,ukochanej Matce,a resztę zostawić Bogu,bo Bóg w swoim nieskończonym miłosierdziu wysłuchuje każdej naszej modlitwy,a Maryja tylko czeka żebyśmy nieustannie wznosili ręce do nieba,żeby mogła nas poprowadzić.
    Chwała Tobie Jezu i Maryjo!

  9. julia pisze:

    Kasiu dziękuję za radę… nie wiem co znaczą owe sny, ale myslę sobie, ze co ma być to będzie. Ja wierzę Bogu, ze wie co robi i w nim pokładam nadzieję , ze wytrwam.
    W ewangelii napisano, to wszystko musi się stać , nie trwóżcie się….więc się nie trwożę…tylko czasem jak za duzo zbiegów okolicznosci to przystaje i patrze ze zdumieniem na znaki wokoł siebie rozsiane… i jak rozmawiam z bliskimi, to nie tylko ja widzę , ze cos się dzieje w swiecie …następuje taka polaryzacja spoleczenstw, ze czasem mam wrazenie, ze jestesmy w dwoch obozach..

  10. Krzysztof K pisze:

    Miałem okazje słuchać Witolda Wilka na żywo. Muszę przyznać, że przez tego człowieka Duch Święty robi wielkie dzieła. Jestem przekonany, że ta historia jest prawdziwa, choć opowiedziana została typowym stylem „Wicia” więc zawsze się zjawi ktoś, komu jeden wyraz nie będzie pasował.

    Polecam wybrać się kiedyś na spotkanie z Witkiem Wilkiem, bo można zobaczyć jak Duch Święty potrafi mocno działać przez osobę świecką. Można by powiedzieć, że Wicio to taki świecki o. Daniel. Dla mnie właśnie jego świeckość zrobiła duże wrażenie, że można mieć żonę, dzieci i tak bardzo poświęcić się ewangelizacji.

  11. Marek Choszczyk pisze:

    Drogi Witku. Ku przestrodze dla ciebie i słuchających twojego głoszenia, kieruję katechezę św. Augustyna.
    Z braterskim pozdrowieniem Marek Choszczyk.

    Kazanie św. Augustyna, biskupa, O pasterzach
    (kazanie 46, 10-11)

    Przygotuj swą duszę na doświadczenie

    Słyszeliście już, w czym lubują się źli pasterze. Zobaczcie teraz co zaniedbują: „Słabej nie wzmacnialiście, o zdrowie chorej nie dbaliście, skaleczonej – to jest takiej, która cierpi – nie opatrywaliście, zagubionej nie odszukaliście, mocną gnębiliście”, zabijaliście, niszczyliście. Owca jest chora, czyli ma chore serce, skłonne ulec w obliczu pokus, jeśli spotka się z nimi nie przestrzeżona i nie przygotowana.
    Kiedy pasterz niedbały spotka spotyka kogoś takiego, nie mówi: „Synu, jeśli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie”. Kto bowiem tak mówi, wzmacnia słabego, czyni go silnym zachęcając, aby skoro uwierzył, nie upatrywał swego szczęścia w pomyślnościach tego świata. Jeśli bowiem przyzwyczai się pokładać ufność w pomyślności ziemskiej, przywiedzie go ona do upadku, gdy zaś spotkają go przeciwności, będzie cierpiał, albo nawet zupełnie zginie.
    Kto tak buduje, nie buduje na skale, ale kładzie fundament na piasku. „Skałą zaś był Chrystus”. Chrześcijanie więc powinni naśladować cierpienia Chrystusa, a nie uganiać się za przyjemnościami. Człowiek słaby umacnia się, gdy słyszy: Przygotuj się na pokusy świata. Ale ze wszystkich wybawi cię Pan, jeśli twe serce nie oddali się od Niego. On przybył, aby cierpieć dla twego umocnienia, przybył, by ponieść śmierć, przybył, aby być znieważanym, cierniem koronowanym, niegodnie oskarżanym i w końcu przybitym do krzyża. Wszystko to On sam dla ciebie uczynił, ty nic. Uczynił nie dl siebie, ale dla ciebie.
    Kim zaś co ci, którzy lękając się urazić słuchaczy, nie tylko nie przygotowują na zbliżające się próby, ale nawet obiecują szczęście na tym świecie, którego Bóg wcale światu nie obiecał. Pan zapowiedział światu nieustanne udręki i cierpienia; ty zaś pragniesz, aby chrześcijanin był od nich wolny? Właśnie dlatego, że jest chrześcijaninem, będzie więcej cierpiał na tym świecie..
    Wszak mówi apostoł: „Wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie, spotkają prześladowania”. Ty zaś pasterzu, który szukasz własnej korzyści a nie Jezusa Chrystusa, kiedy apostoł głosi: „Wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie, spotkają prześladowania”, mówisz: „Jeśli będziesz żył zbożnie w Chrystusie, będziesz obfitował we wszelką obfitość. Jeśli nie masz dzieci, będziesz je miał, wyżywisz wszystkie i żadne ci nie umrze”. Tak budujesz? Bacz, co czynisz, na czym budujesz. Oto budujesz na piasku. Spadną deszcze, wzbierze rzeka, powieją wiatry, uderzą w dom, i upadnie, a upadek jego będzie wielki.
    Zabierz z pisku, buduj na skale. Ten, kogo chcesz mieć chrześcijaninem, niech będzie zbudowany na Chrystusie. Niechaj rozważy niesprawiedliwą mękę Chrystusa, niech rozważy, iż ten, który żadnego grzechu nie popełnił, zapłacił dług, jakiego nie zaciągnął, niech rozważy skierowane doń słowa pisma: „Pan kogo przyjmuje za syna, tego karci”. Niech więc przygotuje się na karcenie, albo niechaj nie oczekuje przyjęcia.

    Hbr 12,4-7.11-15
    Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi, a zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was, jako do synów: Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo miłuje Pan, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego za syna przyjmuje. Trwajcież w karności! Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego wyprostujcie opadłe ręce i osłabłe kolana! Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony. Starajcie się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie zobaczy Pana. Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby jakiś korzeń gorzki, który rośnie w górę, nie spowodował zamieszania, a przez to nie skalali się inni.

    Pozdrawiam z Niepokalaną

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s