O. Jan Paweł – pouczenia Alicji Lenczewskiej czyli wybierzmy drogę Dziecięctwa Bożego

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rekolekcje i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

30 odpowiedzi na „O. Jan Paweł – pouczenia Alicji Lenczewskiej czyli wybierzmy drogę Dziecięctwa Bożego

  1. wobroniewiary pisze:

    ❤ Alicja "ŚWIADECTWO" cz. II Pt. 27.06.1986, godz. 23.00

    † Nie spiesz się. Pośpiech nie przyczynia się do skuteczniejszego działania. Wprost przeciwnie. Może spowodować chaos i gonitwę myśli. Spokojnie i rozważnie zrobisz więcej. A twoje serce nie utraci pokoju. Masz dość czasu na wszystko. Ja czuwam i troszczę się o wszystko. Zawierz Mi, także w drobiazgach codzienności. Ja pragnę uczestniczyć we wszystkim i wszystko uświęcić Swoją obecnością. Rozmawiaj ze Mną w swym sercu. Nie lubię twego milczenia. Gdy jesteś wśród ludzi, pamiętaj, że jestem z wami, że uczestniczę.

    Oczyszczę świat od zła. Oczyszczę przez cierpienie, a wtedy ludzie zwrócą się do Mnie. I pozostaną ci, którzy odnajdą Mnie i pozostaną wierni Mojej Miłości.

    Wszystko, co mówię i co spotyka cię w twojej codzienności – ludzie i wydarzenia – ma swój głęboki sens i jest wynikiem Mojego programu w odniesieniu do ciebie. Wiedząc o tym, powinnaś we wszystkim dostrzegać Moje działanie i zastanawiać się, czego oczekuję od ciebie w danej chwili. Wszystko jest jednakowo ważne: zarówno sprawy wielkie, jak i drobne. Przez swój wybór i swoje reakcje okazujesz Mi swoją miłość i wierność lub zapomnienie. Dzieje się to nieustannie, choć częstokroć o tym nie myślisz i nawet nie wiesz.

    Powiedziałem ci, abyś była bardziej ostrożna i żebyś kierowała swoją spontanicznością i uczuciami. Bądź czujna i ufaj Mojej Miłości.

  2. o. Jan Paweł pisze:

    ❤ Alicja "ŚWIADECTWO" śr. 30.09.1987, godz. 22.25

    † Nie trzeba zaprzątać serca tym, co istnieje tylko w twoich wyobrażeniach. Ja jestem Panem każdej sytuacji i czasu. A oddając Mi ufnie swój los, po prostu nie masz żadnych problemów. Nie trzeba więc ich stwarzać we własnych przewidywaniach i mącić pokój serca. Serce twoje jest we Mnie, a tam trwa wieczny pokój. Nie pozwól, by wyrywane było na zewnątrz przez myśli, które są pokusą.

    – Chciałabym robić i myśleć tylko to, co zbliża mnie do Ciebie. Chciałabym, aby wszystko inne było mi naprawdę obojętne i nie zajmowało ani umysłu, ani serca, ani zmysłów.

    † To nie jest akt jednorazowy, ale proces. Prowadzę cię tą drogą. Pragnij, a będziemy iść szybciej.

    Wszystko czyń tak, jak Ja bym to czynił i wszystko czyń dla Mnie.
    Każdego człowieka traktuj tak, jak Ja bym był nim.

    Jeśli Mnie znasz i kochasz, to rozumiesz, co ci powiedziałem.

    – Musiałabym przekroczyć ludzkie możliwości…

    † Ja będę je w tobie przekraczał – jeśli zechcesz, i jeśli będziesz konsekwentna w tym pragnieniu.
    Podałem ci zasadę świętości, a jej podstawą jest zaufanie do Mnie i wierność.

  3. roza pisze:

    Ból irackich chrześcijan ma tysiące twarzy
    Erbil oślepia swoim półpustynnym krajobrazem i palącym słońcem irackiego lata z temperaturami około 44ºC. W kurdyjskiej stolicy panuje złudny spokój. Prawie nikt nie uważałby za możliwe, że w tym miejscu i w tym czasie decyduje się los wielu tysięcy ludzi. Ich się nie słyszy, nie widzi. Islamskie siły zbrojne są jednak oddalone stąd o 40 kilometrów. Przed kilkoma tygodniami stały u bram miasta. Za murami kościołów, w szkołach i halach sportowych, w cieniu placów budów skrywa się rzeczywistość. Obecnie kilkuset uchodźców, w sumie 70 000 ludzi, rozdzielonych jest na 22 obozy przejściowe. Jednym z najważniejszych miejsc przyjmowania uchodźców jest katolicki kościół chaldejski, znany jako kościół św. Józefa w Ankawie, dzielnicy katolickiej. Około 670 rodzin katolickich znalazło tu i w przylegających budynkach schronienie. Zaimprowizowana plandeka lub cień, który rzucają budynki, dają skromną ochronę przeciwko palącemu, bezlitosnemu upałowi. Większość siedzi na ziemi razem z rodziną w małych grupach. Kilkoro siedzi na materacach lub matach, inni na plastikowych krzesłach. Ankawa jest jedną wielką poczekalnią. Są setki twarzy, ale jedna historia, jedno świadectwo, jeden los jednoczy ich wszystkich: są oni skazanymi na śmierć uciekinierami, ponieważ są chrześcijanami.
    W dniu 6 sierpnia wycofała się kurdyjska milicja „Peszmerga“, która broniła chrześcijańskich terenów na północ od Mosulu. Pierwsza bomba spadła na dom rodziny Alyia w Qaragosh. Zabiła ona dwoje dzieci, obu kuzynów Dawida i Mirata, którzy bawili się w ogrodzie. Trzecie dziecko zostało ciężko ranne. Stamtąd zostało zaalarmowane całe miasto: „ ISIS stoi u bram miasta.” Peszmerga nie może nas juz bronić. Bierz swoja rodzinę i uciekaj.” W Qaragosh, od stuleci mieście chrześcijańskim, żyło 50 000 mieszkańców. Wszyscy uciekli tylko w tym, co mieli na sobie. Zostali tylko ci, którzy nie mogli się poruszać: starzy chorzy ludzie. Po Qaragosoh nastąpiły małe miejscowości w okolicy; Bartela i Karemlesh. W sumie, w tych dniach około 100 000 chrześcijan opuściło swoje domy w regionie Niniwy. Rozpoczął się apokaliptyczny exodus w kierunku Duhok, Zahko i Erbil. Trudno jest wyobrazić sobie strach ludzi, którzy uciekali nie oglądając się za siebie, nie zabierając niczego, oprócz tego, co mieli na sobie. Tym, którzy znają muzułmański fundamentalizm, którzy całe lata byli przez nich otoczeni, napadani i duszeni, taki strach jest jednak dobrze znany. U wielu z nich trauma tkwi jeszcze w kościach, gdy 10 lipca ISIS w ciągu kilku godzin zajął Mosul, a nikt się nie bronił. Ich politycy, ich armia … nikt niczego nie uczynił. Od upadku Saddama Husseina, według szacunków, zamordowanych zostało z powodu swej wiary ponad 1 000 ludzi. Każda rodzina nosi ze sobą dramat, tragedię. Wszyscy mają krewnych, którzy zostali wycięci w pień, zamordowani: „ To jest mój brat Salman. Miał 43 lata. Zamordowany został pięcioma strzałami w głowę. Było to przed pięciu laty w Mosulu.“ Obok niego matka przyciąga powoli do siebie fotografię. Trzyma ją w rękach. W tym geście i w jej oczach czuć ogromny ból. Oni uciekli z Mosulu i znaleźli schronienie w wiosce w pobliżu klasztoru Mar Mattai ( św. Mateusza). Mieli tam krewnych i czuli się bezpieczni. Zakiełkowała nadzieja, że będą mogli rozpocząć nowe życie. Wtargnięcie państwa islamskiego zmusiło ich jednak ponownie do ucieczki. Kilka kilometrów stamtąd pokazuje Yacoub, który również uciekł, swą poranioną i usianą bliznami nogę. Przyczyna: bomba, która w roku 2008 eksplodowała w jednym z kościołów w Mosulu. Gdy dzihadyści w lipcu postawili chrześcijanom z Mosulu ultimatum, uciekł Yacoub ze swymi czterema córkami do Al. Qosh. Stamtąd, przed dwoma tygodniami, wyruszył dalej na północ od Duhok. Stracił on swój kraj, swój dom, swój cały dobytek. Doświadczył skutków zniszczenia na swoim własnym ciele. Ale blizny na nogach nie martwią go. To co Yacouba boli, to przyszłość jego czterech córek. Martwią się, „ nie z naszego powodu, ale ze względu na nasze dzieci“, jak mówi jedna z matek, która należy do siedmiu syryjsko – ortodoksyjnych rodzin, które znalazły schronienie pod namiotem w chaldejskiej gminie Mangesh. Jest tu w sumie 16 dzieci. Jedna z otoczonych przez inne dzieci dziewczynek, śpiewa po angielsku piosenkę: „ They all love me, they all love me” („ wszyscy mnie kochają, wszyscy mnie kochają”). Dzieci nie rozumieją niczego z wojny, nienawiści czy z masakr. Nie wiedzą, co się wokół nich dzieje. Nie martwią się o przyszłość. Wywiera dziwne wrażenie, gdy się widzi tak wiele dzieci razem bez jakiejkolwiek zabawki, bez jakiejkolwiek piłki. Wiele niemowląt śpi na podłodze, kilkoro zaledwie w Maxi-Cosi ( nosidełko dla niemowląt). Sleiman trzyma swą trzyletnią córką w ramionach: „ co ona zrobiła, że została wygnana ze swego domu, ze swojej ojczyzny i musi tak żyć?” Tak znaczy tutaj: Osiem rodzin dzieli jeden pokój. Materace, żywność i napoje otrzymują od Kościoła. Przy tym upał jest nie do wytrzymania, warunki życia niegodne człowieka. W Erbil zostały ustawione namioty dla ludzi, którzy nie znaleźli już miejsca w pomieszczeniach klubu sportowego. W namiocie umieszczonych jest około osiem osób. W dzień temperatury w namiocie osiągają 48 stopni, nocą grozi im niebezpieczeństwo pogryzienia przez szczury lub ukłucia przez skorpiony.
    „Uratowaliśmy życie, honor naszych kobiet i córek jak też naszą wiarę”. To są trzy kluczowe pojęcia dla ich pośpiesznej ucieczki. Szybka reakcja ustrzegła ich przed losem gminy jezydyjskiej, która doznała masakry, gwałtów i zniewolenia. Jednak chrześcijanom z Niniwy, z Qaragosh, Al. Qosh, Telfek i wielu innych miejscowości zrabowano trochę więcej niż rzeczy czysto materialne: nadzieję. „ Nie mogę tu dalej żyć”, mówi szlochając ojciec Dawida, jednego z dzieci, zabitego przez rzuconą przez ISIS na Qaragosch bombę. „Ten kraj jest pełen krwi”. Cała odziana w czerń na znak żałoby matka chowa twarz w ręce. Płacze. Oni nie mają ani dowodów osobistych ani paszportów. Nie wiedzą, jak mogą się ubiegać o wizę. Ale powtarzają raz za razem, że chcą uciec, obojętne dokąd, ważne, żeby tylko z tego kraju pełnego bólu. Tu nie ma fachowego personelu, który mógłby udzielić im pomocy w ich traumie i w ich tragedii. Są oni razem ze wszystkimi innymi uchodźcami zakwaterowani w szkole w Ankawie. Jej brat Adeeb pracował przy zaporze Mosulskiej. W łamanym, ale wyraźnym języku angielskim pyta on: „ Dlaczego w krajach europejskich przestrzegane są prawa muzułmanów, którzy tam wywędrowali, podczas gdy my traktowani jesteśmy jak psy? A my nie jesteśmy przybyszami. To jest nasz kraj!” Adeeb opowiada o biblijnych korzeniach Niniwy, o kraju między Tygrysem a Eufratem, o tym, że w Mosulu żyją od dwu tysięcy lat chrześcijanie. Mówi o klasztorze Mateusza, o języku aramejskim, ojczystym języku Jezusa, o syryjsko i chaldejsko katolickich chrześcijanach, o ortodoksyjnych gminach chrześcijańskich i o tysiącletniej religijnej i kulturalnej przeszłości, która teraz została skazana na śmierć.
    Chrześcijańską spuścizną jest nie tylko przeszłość, ale także faktyczna i czynna teraźniejszość. Księża, siostry zakonne , biskupi próbują pomóc tam, gdzie tylko mogą. Angażują się, telefonują, organizują, proszą, słuchają, pocieszają, modlą się. Co stałoby się z ludźmi, gdyby nie było Kościoła? Kto miałby się o nich troszczyć? Zarówno w Erbil jak i w Duhok, gdzie około 60 000 uchodźców zostało rozdzielonych na wsie i przysiółki na północy miasta, niektórzy z nich aż do granicy z Turcją, Kościół czyni wspaniałe rzeczy.
    Ojciec Samir jest chaldejskim księdzem. Jest on proboszczem w jednej ze wsi na północ od Duhok. Opowiada o przerażeniu, jakie ogarnęło go w pierwszy dzień, gdy w ciągu nocy przybyła niezliczona liczba ludzi. Zatrzymali się oni na ulicy, spali w autach, na chodnikach. W samym tylko centrum katechetycznym parafii zakwaterowanych jest 77 syryjsko-ortodoksyjnych rodzin: 321 osób, w tym 35 dzieci. Ojciec Samir nie wraca do domu przed godziną pierwszą lub drugą. Są to dni robocze bez nawet jednej minuty przerwy. Jest godzina dziesiąta wieczór. Telefon: dwie rodziny jezydyjskie stoją szosie. Nie mają niczego. Ojciec Samir odszukuje je, przynosi im materace, umieszcza u swojej siostry.
    Chaldejski biskup Mosulu, Emil Nona, należy do pięciu biskupów, którzy również zostali wygnani. Stracili oni swoje domy. Razem z jednym księdzem przynosi uchodźcom paczki z żywnością, odwiedza gminy, zapisuje, czego ludzie potrzebują: materacy, namiotów, lodówki, lekarstw. Pociesza i dodaje sił. W tych dniach cierpiący Kościół, Kościół heroiczny dochodzi do dnia, w którym żyje ewangelią. Kościół, który potrzebuje pomocy, modlitwy i solidarności chrześcijan na całym świecie.
    W Erbil, Duhok i w Zahko, w całym Iraku widzi się napełnione bólem twarze i wiele łez. Pozostaje niewiele nadziei: „ tylko nadzieja chrześcijanina, gdy zniknęła cała nadzieja ludzka.” Słychać jednogłośne wołanie: „ Pomóżcie nam. Nie możemy tak dalej żyć. My chrześcijanie w Iraku jesteśmy rozbitkami, którzy wyciągają ręce, aby ktoś uratował nas od śmierci.” Oni mają nadzieję, że wspólnota międzynarodowa zareaguje, że nie tylko Kościół im pomoże.
    Chodzi o coś bardziej podstawowego niż czysta chrześcijańska miłość bliźniego. Chodzi o teraźniejszość, przeszłość i przyszłość prastarej kultury i religii. Dlatego błagają o natychmiastową pomoc, aby móc wyjść z tych zaimprowizowanych obozów dla uchodźców, z tych stojących pod palącym słońcem namiotów. Ale proszą też o długotrwałą pomoc: o ochronę i bezpieczeństwo, prawo do wyznawania swojej wiary, która dla irackich chrześcijan oznacza kulturę i tożsamość. Chcą żyć w swojej wierze w swojej ojczyźnie, która była także ojczyzną ich rodziców i dziadków.

  4. Ania pisze:

    Tęczowa opaska na ręku papieża!
    Wykonana z dziesiątków a nawet setek małych silikonowych kółeczek. Tworzy kolorowe wzorki, otaczające nadgarstek. Tęczowa bransoletka (Rainbow Loom) jest obiektem pożądania dzieci na całym świecie. Nosi ją wiele znanych osobistości na świecie, w tym…
    Ojciec Św. Franciszek ostatnio został sfotografowany, gdy nosił taką bransoletkę. Zapewne wiele osób sądzi, że to manifestacja poglądów oraz orientacji seksualnej. Nic bardziej mylnego…
    Okazuje się, że to podarunek od niepełnosprawnych dzieci. Papież taką bransoletkę nosi od maja. Misternie ułożona z dziesiątków lub setek maleńkich silikonowych kółeczek, tęcza oplatająca nadgarstek Franciszka tworzy znak przymierza, o którym pisze Księga Rodzaju!
    Podobne bransoletki noszą m.in. Książę William oraz jego brat Harry, a także Dawid Beckham, Julia Roberts, Barack Obama, czy Emma Watson.
    http://www.prawy.pl/z-zagranicy2/6982-teczowa-opaska-na-reku-papieza

    • roza pisze:

      Niedługo papież nie będzie mógł odetchnąć, bo i w oddychaniu znajdą coś niestosownego. Och ludzie…Jak mówili Rosjanie: znajdźcie człowieka, a my znajdziemy paragraf:)

  5. wobroniewiary pisze:

    ❤ Alicja "POUCZENIA" wt. 20.08.1991, godz. 23.55

    † W bólach rodzi się świętość człowieka i w bólach rodzi się dusza dla Nieba. Dlatego walka odbywa się w sercu – ostatnia zasadnicza walka o twoje życie w Bogu.

    Dziecko Moje, rodzić swoją duszę dla Nieba musisz sama. Nikt tego za ciebie nie uczyni. To ogromny przywilej dający ci prawo synostwa i dziedzictwa Bożego. Żadne inne stworzenia poza człowiekiem tego nie otrzymały ani w Niebie, ani na ziemi.

    Każda dusza ma swoją tajemnicę obcowania ze Mną niedostępną innym tak na ziemi jak i w Niebie.

  6. roza pisze:

    Kochani,brakuje jeszcze jednej osoby,żeby zamknąć ,,Margaretkę”:)

  7. Nowenna do św. Ojca Pio
    DZIEŃ 2
    Święty Ojcze Pio, ty zachęcałeś małodusznych do porzucenia lęku i uznania się za najszczęśliwszych, „gdy staną się godni tego, by uczestniczyć w bólach Boga Człowieka, by wierzyli, że to nie opuszczenie, ale wielka miłość Boga”, ośmielony przykładem twojej ufności wobec Boga, proszę o wstawiennictwo w mojej intencji…, którą ci przedkładam.

    Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu

  8. SebaR pisze:

    TV6 znalazło sobie ciekawy sposób na reklamę.Podają 3 filmowe propozycje na tydzień i po każdej kobieta uwodzącym głosem wypowiada „sześć !”…

  9. fornal53 pisze:

    Tak od serca: Mimo, że się nie znamy, to cieszę się, że jesteście. Dziękuję <3. Jezus jest Panem!

  10. kasiaJa pisze:

    Kochani, proszę obejmijmy modlitwą to dziecko – malutki Antoś walczy o życie. Rodzice potrzebują wsparcia, szturmujmy Niebo! (Potrzebują też pomocy finansowej na leczenie synka)
    https://www.facebook.com/#!/AntosRatajczakPomoc?fref=nf

  11. Janina pisze:

    ZAPISUJCIE NA MARGARETKE jANINY.

  12. wobroniewiary pisze:

    Nowenna do Świętego Ojca Pio z Pietrelciny
    Święty Ojcze Pio, ty przez codzienne dźwiganie krzyża zasłużyłeś na miano Cyrenejczyka, wierzyłeś, że «Pan w swoim miłosierdziu poda rękę i obdarzy mocą», módl się za mną w moich trudnościach… i uproś mi u Jezusa łaskę wytrwania w dobrym.
    Ojcze nasz… Zdrowaś… Chwała Ojcu…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s