Bp António Marto z Fatimy o stuleciu objawień Fatimskich – „Siedem świateł” na naszą drogę wg Papieża Benedykta XVI

Stulecie Objawień Fatimskich – Biskup diecezji Leiria-Fatima

António Marto Biskup diecezji Leiria-Fatima

Zbliża się pamiętna data stu lat od objawień Matki Boskiej. Jak tego wymaga ranga wydarzenia, rok 2017 będzie bez wątpienia Rokiem Jubileuszowym. W związku z tym pojawia się zasadnicze pytanie: co to znaczy świętować stulecie objawień?

 Sto lat później: pamięć i proroctwo

Przede wszystkim jest to właściwy moment historyczny, aby głosić chwałę Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego oraz wyrazić wdzięczność za ten, okazany poprzez Maryję, szczególny znak życzliwości i Bożej miłości wobec ludzkości pragnącej podnieść się z otchłani. Istotnie, jak napisał Jan Paweł II, spośród znaków czasu XX wieku „wyróżnia się Fatima, która pozwala nam dostrzec działanie Boga, opatrznościowego Przewodnika, cierpliwego i wyrozumiałego Ojca, także w XX wieku”.

Sto lat to długa pielgrzymka w czasie, która skłania do „pamięci”, o którą apelował Mojżesz: „Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój… Uznaj w sercu, że jak wychowuje człowiek swego syna, tak Pan, Bóg twój, wychowuje ciebie” (Pwt, 8, 2.5). Jest to zaproszenie dla ludu Izraela, aby ponownie odczytał swoją przeszłość, odkrywając w niej opatrzność Bożą i miłość, z jaką Pan prowadził go przez trudne drogi.

Ale te słowa są także wypowiedziane do nas, dzisiaj: pamiętajcie o drodze, którą prowadził was Pan przez te sto lat; pamiętajcie, że On był blisko was przez orędzie Pani przybyłej z Nieba i Jej macierzyńską opiekę.

Obchody stulecia nie ograniczają się do wspomnień historycznych. To przede wszystkim okazja do uświadomienia sobie, że wezwanie Matki Boskiej w Fatimie nie zabrzmiało na próżno, a Jej orędzie nadal wywiera dobroczynny wpływ na współczesność i przyszłość drogi Kościoła oraz historii ludzkości.

„Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatima została zakończona. Tutaj odżywa ów zamysł Boga, który stawia ludzkości od samych jej początków pytanie: «Gdzie jest brat twój, Abel? (…) Krew brata twego głośno woła ku mnie z ziemi» (Rdz 4, 9).” (Benedykt XVI).

Całe to bogactwo motywacji pokazuje, że upamiętnienie stulecia objawień nie może się ograniczać do zbioru wydarzeń i uroczystości w 2017 roku.

Jak każde wielkie wydarzenie, także i to wymaga stosownego przygotowania.

Silną motywację do takiego działania otrzymaliśmy dzięki słowom papieża Benedykta XVI wypowiedzianym w homilii w Fatimie: „Za siedem lat powrócicie tutaj, aby obchodzić setną rocznicę pierwszej wizyty, złożonej przez Panią, «przybyłą z Nieba» jako Nauczycielka, która wprowadza małych wizjonerów w dogłębne poznanie Miłości Trynitarnej i prowadzi ich do zakosztowania samego Boga jako najpiękniejszej rzeczy ludzkiego istnienia. (…) Oby te siedem lat, które dzielą nas od stulecia Objawień, przyspieszyło zapowiadany triumf Niepokalanego Serca Maryi ku chwale Trójcy Przenajświętszej”.

Siedem świateł na naszą drogę
W słowach Ojca Świętego odnajdujemy naszkicowany horyzont czasowy, a nawet perspektywę przygotowań do obchodów stulecia. W związku z tym Sanktuarium opracowało siedmioletni program, inspirowany biblijną symboliką liczby siedem.

W Biblii liczba ta oznacza całość i pełnię. W kontekście stulecia sugeruje nam to, aby program obejmował całość orędzia.

W wymiarze bardziej konkretnym liczba siedem przypomina nam ważny obraz ze Starego Testamentu: słynny święty świecznik z siedmioma ramionami i siedmioma płonącymi światłami, umieszczony w „Świętym Świętych” w Świątyni Jerozolimskiej.

Według niektórych egzegetów kandelabr ten symbolizuje krzew gorejący, w którym świętość i głos Boga objawiły się Mojżeszowi na górze Horeb; według innych przedstawia dni stworzenia, spośród których wyróżnia sobotę, jako znak Przymierza.

W każdym razie, świecznik (po hebrajsku: menorah) jest symbolem obecności Boga – Światła, które nieustannie oświetla Jego lud tak, jak oświetlało podczas czterdziestu lat podróży przez pustynię. Staje się ciągłym zaproszeniem do podążania w Bożym świetle, w obecności Boga, który przewodzi historii i chroni lud oraz do życia w nadziei, która rodzi się z wiary, dającej siłę do przezwyciężania prób. Zaprasza także do płonięcia przed „Świętym Świętych” w nieustannej modlitwie wychwalającej i dziękczynnej.

Światło Boga promieniuje, aby utrzymać zapalone w nas światło serca i światło oblicza. Serce przepełnione światłem lśni w blasku spojrzenia, które jest w stanie oświetlić całe oblicze.

Ze względu na bogactwo i piękno symboliki świecznika możemy przyjąć go, jako znak siedmiu latach przygotowań do obchodów rocznicy objawień.

Refleksja na temat orędzia fatimskiego oświetla różne wymiary wiary, różne rzeczywistości chrześcijańskiej egzystencji i różne koleje losu historii. Biorąc to pod uwagę, komisja teologiczna starała się stworzyć plan koncentrujący się wokół siedmiu wielkich tematów, konstruując w ten sposób „duchowy świecznik”, który pomoże oświetlić świat i ludzkie serce światłem orędzia.

Te siedem tematów to siedem świateł na naszą duchową drogę, aby nią postępować naprzód z Maryją i pastuszkami na spotkanie z Pięknem Boga; ku zwycięstwu Jego miłości miłosiernej, która zbawia świat, czego symbolem jest triumf Niepokalanego Serca Maryi.

Pierwszym światłem w tym duchowym świeczniku jest Piękno Oblicza Boga i Jego Miłości Trynitarnej, która została pastuszkom ukazana przez Anioła i Matkę Boską; wzbudziło to w nich zachwyt, przyjemność i radość z obecności Boga, które wyraziły się w adoracji. „Myśmy płonęli w tym świetle, które jest Bogiem i nie spaliliśmy się. Jaki jest Bóg!!!”; „Tak bardzo kocham Boga!” – wołał Franciszek. W biblijnej symbolice świecznika światło adoracji podsyca wszystkie inne światła. To główny płomień, od którego zapalają się kolejne.

Drugie światło, które się zapala, to Bóg Zbawiciel wzywający nas do współpracy w historii zbawienia i w tajemnicy odkupienia świata w Chrystusie. Ten płomień żywi się naszym oddaniem w wierze, którego przykładem jest Maryja. „Przykładem i zachętą są tu pastuszkowie, którzy ofiarowali życie Bogu, dzieląc się z innymi Bożą miłością” (Benedykt XVI) W trzecim świetle możemy kontemplować Boga wiernego Obietnicy i Nadziei, który na przestrzeni historii zbawienia pociesza swój lud, dodając mu odwagi i ufności, jak Maryja mówiąca do pastuszków: „Nie bójcie się”. „Właśnie nadzieją przesycone jest orędzie, które Maryja przekazała w Fatimie” zapraszając ludzi do zaufania Bogu. „Wiara w Boga otwiera człowiekowi horyzont nadziei, która nie zawodzi; wskazuje solidny fundament, na którym można bez obaw opierać własne życie; prosi o oddanie się, pełne ufności, w ręce Miłości, która wspiera świat.” (Benedykt XVI).

Podążając dalej zgodnie z tą logiką: w czwartym świetle lśni Bóg współczujący, który pochyla się nad cierpieniami ludzkości oraz potęga Jego miłosierdzia – większa niż nasze serce, silniejsza niż moc grzechu i zła. „Maryja, ukazując się trojgu pastuszkom, otworzyła światu uprzywilejowaną przestrzeń, w której możemy spotkać Boże miłosierdzie, które leczy i zbawia.” (Benedykt XVI). Ona „pomogła im otworzyć serca na powszechność miłości”, na współczucie i zadośćuczynienie jako siłę sprzeciwu przeciwko banalizacji zła oraz działanie na rzecz odnowienia świata.

Piąte światło jest blaskiem świętości Boga, który oświetla dla nas oblicze Chrystusa; jego zwierciadłem i nauczycielką jest Maryja. Ta świętość jest nam ofiarowana jako doświadczenie komunii z Chrystusem, wyraz solidarności wszystkich członków Ciała Chrystusa, jako Komunia Świętych, którą jest Kościół. Zaprasza nas do nadania „wysokiego standardu świętości” życiu chrześcijańskiemu, ożywianemu przede wszystkim przez modlitwę. „Orędzie z Fatimy nie podąża zasadniczo w kierunku prywatnej pobożności, ale właśnie w kierunku podstawowej zasadniczej, a więc ciągłego nawrócenia, pokuty, modlitwy i trzech cnót teologicznych: wiary, nadziei i miłości” (Benedykt XVI).

Szóste światło skłania nas, byśmy otworzyli się na Boga, na pełnię życia, ofiarowanego nam w Chrystusie: „Ja przyszedłem po to, aby miały życie”. Ten płomień jest ożywiany w szczególny sposób poprzez celebrowanie darów i błogosławieństw, którymi Bóg nas obdarza, z prawdziwą chrześcijańską radością, ze świadomością wiecznej wartości naszego życia i pielgrzymowania. „W Fatimie, Dziewica Maryja zaprasza wszystkich do patrzenia na ziemię jako miejsce naszej pielgrzymki ku ostatecznej ojczyźnie, którą jest Niebo.” (Benedykt XVI)

I wreszcie, nasz „duchowy świecznik” będzie kompletny dzięki siódmemu światłu: pełnemu zadumy i inspirującemu spojrzeniu na piękno Tej, która została wybrana przez Boga Przymierza, aby wypełnić wyjątkową misję w historii zbawienia – być Matką Zbawiciela, Arką Nowego Przymierza, Matką Kościoła. Maryja daje nam oczy i serce, aby zobaczyć czułość Boga i Jego miłosierdzie, jako siłę i boską barierę wobec potęgi zła na świecie. Tak zdarzyło się w Fatimie, kiedy przedstawiła się jako Matka Boska Różańcowa i jako Matka, poprzez swoje Niepokalane Serca, mówiła od serca prosto do serc swoich dzieci, przynosząc im wymagające, lecz pocieszające orędzie pokoju i zostawiając im obietnicę: „Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje”. A oto słowa Ojca Świętego Benedykta XVI: „W końcu, Pan jest silniejszy niż zło, a Matka Boża jest dla nas gwarancją widoczną, macierzyńską dobroci Boga, który jest zawsze ostatnim słowem w historii.”

Dziękując członkom komisji teologicznej, która przygotowała plan tematyczny, kończę tę prezentację tym samym życzeniem, które wyraził w Fatimie Benedykt XVI: „Oby te siedem lat, które dzielą nas od stulecia Objawień, przyspieszyło zapowiadany triumf Niepokalanego Serca Maryi ku chwale Trójcy Przenajświętszej”.
Za: http://www.fatima2017.org

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, objawienia uznane przez Kościół, Orędzia, Pomoc duchowa i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

15 odpowiedzi na „Bp António Marto z Fatimy o stuleciu objawień Fatimskich – „Siedem świateł” na naszą drogę wg Papieża Benedykta XVI

  1. M pisze:

    Wklejam post-komentarz długi, Ale chyba warto go poznać. Rok 2017 jest bliski.
    Wyjątki z wizji prorockich Bł. Anny Katarzyny Emmerich

    BURZYCIELE

    TAJEMNICA BEZBOŻNOŚCI

    Widziałam różne części ziemi. Mój przewodnik wskazał mi Europę i pokazując mi piaszczyste miejsce, wyrzekł te znaczące słowa: «Oto wrogie Prusy». Pokazał mi następnie punkt najbardziej wysunięty na północ mówiąc: «Oto Moskwa niosąca ze sobą wiele zła.» (A III.133)*

    Mieszkańcy odznaczali się niesłychaną pychą. Zobaczyłam, że zbrojono się i pracowano wszędzie. Wszystko było ciemne i zagrażające. Zobaczyłam tam świętego Bazylego i innych (przyp. wyd. franc.: na Placu Czerwonym jest katedra św. Bazylego). Ujrzałam pałac o lśniących dachach. Na nim stał szatan na czatach. Widziałam, że spośród demonów związanych przez Chrystusa w czasie jego zstąpienia do piekieł, kilku się niedawno rozwiązało i wskrzesiło tę sektę (masonerii). Zobaczyłam, że inne zostaną uwolnione… (19.10.1823)

    Ujrzałam straszne skutki działań wielkich propagatorów „światła” wszędzie tam, gdzie dochodzili oni do władzy i przejmowali wpływy albo dla obalenia kultu Bożego oraz wszelkich praktyk i pobożnych ćwiczeń, albo dla uczynienia z nich czegoś równie próżnego jak używane przez nich słowa: światło, miłość, duch. Usiłowali pod nimi ukryć przed sobą i innymi opłakaną pustkę swych przedsięwzięć, w których Bóg był niczym. (A. III 161)

    Mój przewodnik poprowadził mnie wokół całej ziemi. Musiałam przemierzać bez przerwy ogromne jaskinie pogrążone w ciemności. Widziałam w nich ogromną ilość osób błąkających się wszędzie, we wszystkich kierunkach i zajętych mrocznymi dziełami. Wydawało się, że przebiegłam wszystkie zamieszkałe miejsca globu, widząc w nich tylko ludzi pełnych wad. Widywałam coraz to nowe zastępy ludzi, wpadających jak gdyby z góry w to zaślepienie nieprawością. Nie widziałam żadnej poprawy… Musiałam wchodzić w te ciemności i patrzeć wciąż na nowo na złośliwość, zaślepienie, przewrotność, zastawione zasadzki, mściwe żądze, pychę, mamienie, zazdrość, chciwość, niezgodę, zabójstwo, rozwiązłość i straszliwą bezbożność ludzi, wszystkie rzeczy, które jednak nie przynosiły im żadnej korzyści, ale czyniły ich coraz bardziej zaślepionymi, nędznymi i pogrążały ich w coraz głębszych ciemnościach. Często miałam wrażenie, że całe miasta znajdowały się na bardzo cienkiej skorupie ziemi i grozi im wkrótce stoczenie się w otchłań.

    Zobaczyłam ludzi wykopujących dla innych rowy lekko zakryte: ale nie zobaczyłam dobrych ludzi w tych rowach ani nikogo, kto by do nich wpadał. Widziałam wszystkich tych złych, jak gdyby byli ogromną ciemną przestrzenią rozciągającą się od jednego krańca ziemi do drugiego. Widziałam ich w nieładzie. W hałaśliwym zamieszaniu, jak na wielkim jarmarku, zakładających różne grupy, podsycające się do zła. Ujrzałam masy ludzi, które mieszały się ze sobą, popełniając wszelkie rodzaje czynów grzesznych. Każdy grzech pociągał za sobą inny. Często wydawało mi się, że pogrążam się jeszcze głębiej w noc. Droga prowadziła stromo w dół. Była przerażająca. Oplatała całą ziemię. Widziałam ludy wszystkich ras, noszących najróżniejsze szaty, wszystkie pogrążone w tych obrzydliwościach. (A II.154)

    Często budziłam się pełna przygnębienia i przerażenia. Księżyc świecił spokojnie przez okno, a ja modliłam się jęcząc, aby mi nie kazano więcej patrzeć na te przerażające sceny. Wkrótce jednak znów musiałam wejść w te straszne ciemności i patrzeć na popełniane w nich obrzydliwości. Znalazłam się raz w obrębie grzechu tak strasznego, że wydawało mi się, że jestem w piekle i zaczęłam krzyczeć i jęczeć. Wtedy mój przewodnik powiedział: ‘Jestem przy tobie, a nie może być piekła tam, gdzie ja jestem’. Wydawało mi się, że widzę miejsce bardzo rozległe, w którym więcej było światła dziennego. Było to jakby miasto należące do tej części świata, na której mieszkamy. Zostało mi tam ukazane straszliwe widowisko. Zobaczyłam ukrzyżowanie naszego Pana Jezusa Chrystusa. Zadrżałam aż do szpiku kości, bo byli tam tylko ludzie naszej epoki. Męczeństwo Pana było straszniejsze i bardziej krwawe niż to, które wycierpiał od Żydów. (A.II.157)

    Zobaczyłam z przerażeniem wielką liczbę ludzi znanych mi, nawet kapłanów. Wiele linii i ścieżek od tych ludzi, błądzących w ciemnościach, prowadziło do tego miejsca (Ukrzyżowania). (A.II.157)

    Kończąc opowiadanie tej strasznej wizji, której wspomnienie przyprawiało ją o ból serca i nic nie mogło skłonić jej do przedstawienia jej w całości, Katarzyna Emmerich powiedziała:

    Mój przewodnik rzekł do mnie: ‘Zobaczyłaś obrzydliwości, którym ludzie zaślepieni oddają się w ciemnościach’. Zobaczyłam niezliczony tłum prześladowanych, nieszczęśliwych, dręczonych i męczonych w naszych czasach, w różnych miejscach. I zawsze widziałam, że przez to dręczono Jezusa Chrystusa we własnej Osobie. Żyjemy w czasach godnych pożałowania, w których nie ma schronienia przed złem: gęsta mgła grzechu ciąży nad całym światem i widzę ludzi czyniących rzeczy najbardziej obrzydliwe spokojnie i obojętnie. Widziałam to wszystko w wielu wizjach, gdy moja dusza była prowadzona poprzez liczne kraje całej ziemi. (C. 89)** Potem ujrzałam męczenników nie czasu obecnego (r.1820), lecz czasów przyszłych. Jednak już widzę, jak się ich prześladuje. (A.III.112)

    BURZENIE KOŚCIOŁA

    Zobaczyłam ludzi z tajnej sekty podkopującej nieustannie wielki Kościół… (A. III.113) i zobaczyłam blisko nich obrzydliwą Bestię, która wyszła z morza. Miała ogon jak u ryby, pazury jak u lwa i liczne głowy, które otaczały jak korona jej największą głowę. Miała pysk szeroki i czerwony. Była w cętki jak tygrys i okazywała wielką zażyłość wobec burzących. Kładła się często pośród nich, gdy pracowali. Oni zaś często wchodzili do pieczary, w której czasami się chowała. W tym czasie widziałam tu i tam na całym świecie wielu ludzi dobrych i pobożnych przede wszystkim duchownych znieważanych, więzionych i uciskanych i miałam wrażenie, że któregoś dnia staną się męczennikami. (A. III.113)

    Kościół był już w dużej mierze zburzony, tak że pozostawało jeszcze tylko prezbiterium z ołtarzem. Ujrzałam burzących, jak weszli do niego razem z bestią. Wchodząc do Kościoła z bestią burzyciele napotkali tam potężną niewiastę pełną majestatu. Zdawało się, że spodziewała się dziecka, szła bowiem powoli. Nieprzyjaciół ogarnęło przerażenie na jej widok, a bestia nie mogła postąpić nawet o jeden krok. Wyciągnęła w powietrzu najbardziej wściekłą szyję w kierunku tej niewiasty, jak gdyby chciała ją pożreć. Lecz Ona się odwróciła i upadła na twarz. Zobaczyłam wtedy bestię uciekającą w kierunku morza, a nieprzyjaciele biegli w wielkim nieładzie. (A. III.113)

    Zobaczyłam Kościół św. Piotra i ogromną ilość ludzi pracującą by go zburzyć. Ujrzałam też innych naprawiających go. Linia podziału pomiędzy wykonującymi tę dwojaką pracę ciągnęła się przez cały świat. Dziwiła mnie równoczesność tego, co się dokonywało. Burzyciele odrywali wielkie kawały (budowli). Byli to w szczególności zwolennicy sekt w wielkiej liczbie, a z nimi – odstępcy. Ludzie ci, wykonując swą niszczycielską pracę, wydawali się postępować według pewnych wskazań i jakiejś zasady. Nosili białe fartuchy, obszyte niebieską wstążką i przyozdobione kieszeniami z kielniami przyczepionymi do pasa. Mieli szaty wszelkiego rodzaju. Byli pomiędzy nimi ludzie dostojni, wielcy i potężni w mundurach i z krzyżami, którzy jednak nie przykładali sami ręki do dzieła, lecz kielnią oznaczali na murach miejsca, które trzeba było zniszczyć. Z przerażeniem ujrzałam wśród nich także katolickich kapłanów. Zburzono już całą wewnętrzną część Kościoła. Stało tam jeszcze tylko prezbiterium z Najświętszym Sakramentem. (A. II. 202-203)

    Kościół św. Piotra był zniszczony, z wyjątkiem prezbiterium i głównego ołtarza. (A. III. 118) Widziałam znowu atakujących i burzących Kościół św. Piotra. Zobaczyłam, że na końcu Maryja rozciągnęła płaszcz nad Kościołem i nieprzyjaciele Boga zostali przepędzeni. (A. II.414) Znowu miałam wizję tajnej sekty podkopującej ze wszystkich stron Kościół św. Piotra. Pracowali oni przy pomocy różnego rodzaju narzędzi i biegali to tu, to tam, unosząc ze sobą kamienie, które z niego oderwali. Musieli jedynie pozostawić ołtarz. Nie mogli go wynieść. Zobaczyłam, jak sprofanowano i skradziono obraz Maryi. (A. III. 556) Poskarżyłam się Papieżowi. Pytałam go, jak może tolerować, że jest tylu kapłanów wśród burzących. Widziałam przy tej okazji, dlaczego Kościół został wzniesiony w Rzymie. To dlatego, że tam jest centrum świata i że wszystkie narody są z nim na różne sposoby związane.

    Zobaczyłam też, że Rzym stoi jak wyspa, jak skała pośrodku morza, gdy wszystko wokół niego obraca się w ruinę. Gdy patrzyłam na burzących, zachwycała mnie ich wielka zręczność. Posiadali wszelkie rodzaje maszyn, wszystko dokonywało się według pewnego planu. Nic nie waliło się samo. Nie robili hałasu. Na wszystko zwracali uwagę, uciekali się do wszelkich rodzajów podstępów i kamienie wydawały się często znikać w ich rękach. Niektórzy z nich ponownie budowali; niszczyli to, co było święte i wielkie, a to, co budowali było próżne, puste i powierzchowne. Np. wynosili kamienie z ołtarza i budowali z nich schody wejściowe. (A. III. 556)

    CIEMNOŚĆ W KOŚCIELE

    Widziałam Kościół ziemski, to znaczy społeczność wierzących na ziemi, owczarnię Chrystusa w jej stanie przejściowym na ziemi, pogrążoną w całkowitych ciemnościach i opuszczoną. (A. II. 352) Wy, kapłani, wy się nie ruszacie! Śpicie, a owczarnia płonie ze wszystkich stron! Nic nie robicie! Och! Jakże płakać będziecie nad tym dniem! Gdybyście choć wypowiedzieli jedno ‘Ojcze nasz’. Widzę tak wielu zdrajców! Nie odczuwają cierpienia, kiedy się mówi: «Źle się dzieje.» W ich oczach wszystko idzie dobrze, byle tylko doznawali chwały tego świata. (A. III. 184) Widziałam też wielu dobrych i pobożnych biskupów, lecz wątłych i słabych. Źli często brali górę. (A. II. 414) Widzę ułomności i upadek kapłaństwa, widzę też przyczyny tego i widzę przygotowane kary. (A. II. 334) Słudzy Kościoła są tak gnuśni! Nie czynią już użytku z mocy, jaką posiadają dzięki kapłaństwu. (A. II. 245)

    Dla niezliczonej liczby osób dobrej woli, dojście do źródła łaski z serca Jezusa było zamknięte i utrudnione z powodu zniesienia pobożnych praktyk oraz z powodu zamknięcia i profanacji kościołów. (A. III.167) Cały ten głęboki zamęt, z powodu którego cierpieli wierni, wynikał stąd, że wielu z tych, którzy przyoblekli się w Jezusa Chrystusa, coraz bardziej zwracało się w stronę bezbożnego świata i wydawało się zapominać o cnotach i nadprzyrodzonej mocy Kapłaństwa. W tym wszystkim poznałam, że czytanie genealogii naszego Pana przed Najświętszym Sakramentem w święto Bożego Ciała zamyka w sobie wielką i głęboką tajemnicę. Poznałam bowiem, że nawet pomiędzy przodkami Jezusa Chrystusa – według ciała – liczni nie byli świętymi, a byli wśród nich nawet grzesznicy. Mimo to nie przestali być stopniami drabiny Jakubowej, po których Bóg przyszedł do ludzi. Tak więc nawet niegodni biskupi są nadal zdolni do sprawowania Najświętszej Ofiary i do udzielania sakramentu kapłaństwa wraz z wszelką mocą z nim związaną. (C. 175)

    Widziałam wielką liczbę kapłanów dotkniętych ekskomuniką, którzy wydawali się tym nie przejmować, a nawet o tym nie wiedzieli. A jednak byli ekskomunikowali od chwili, gdy wzięli udział w pewnych przedsięwzięciach, gdy weszli do pewnych stowarzyszeń i przejmowali opinie, na których ciążyła klątwa. Widziałam tych ludzi w takiej mgle, że byli jakby oddzieleni murem. Widać z tego jak bardzo Bóg liczy się z dekretami, postanowieniami i zakazami głowy Kościoła i podtrzymuje je, choć ludzie się nimi nie przejmują, przeciwstawiają się im lub wyśmiewają. (A. III. 148) Widziałam, jak smutne były konsekwencje przeciwstawiania się Kościołowi. Ujrzałam, jak ono rosło, a w końcu heretycy wszelkiego rodzaju przybyli do miasta (Rzym). (A. III. 102)

    Poznałam, że poganie adorowali niegdyś pokornie bóstwa odmienne od nich samych… Ich kult był lepszy niż kult tych, którzy sami siebie adorują w postaci tysiąca idoli, a pomiędzy nimi nie zostawiają żadnego miejsca Panu. (A. III. 102, 104)

    Ujrzałam, jak stawało się oziębłe duchowieństwo i zapadała wielka ciemność. Widok rozszerzył się i wtedy zobaczyłam wszędzie wspólnoty katolickie prześladowane, dręczone, uciskane i pozbawione wolności. Widziałam wiele zamkniętych kościołów. Ujrzałam wojny i rozlew krwi. Wszędzie widać było lud dziki, nieuczony, walczący przemocą. To nie trwało długo. Kościół św. Piotra był podkopywany, zgodnie z planem ułożonym przez tajną sektę. W tym samym czasie uszkadzały go burze. (A. III. 103) Widziałam, jak pomoc przyszła w chwili największego niebezpieczeństwa. (A. III. 104)

  2. Monika pisze:

    Wyjęte z czwartej konferencji Ojca Witko – dla przypomnienia:
    2 Tm, 3, 1-5.
    „Zapowiedź wielkiego odstępstwa
    1 A wiedz o tym, że w dniach ostatnich nastaną chwile trudne. 2 Ludzie bowiem będą samolubni, chciwi, wyniośli, pyszni, bluźniący, nieposłuszni rodzicom, niewdzięczni, niegodziwi, 3 bez serca, bezlitośni, miotający oszczerstwa, niepohamowani, bez uczuć ludzkich, nieprzychylni, 4 zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący bardziej rozkosze niż Boga. 5 Będą okazywać pozór pobożności, ale wyrzekną się jej mocy. I od takich stroń!”

    „Święty Paweł mówi, że znakiem końca czasów nie będą kataklizmy, trzęsienia ziemi, wojny, ale -moglibyśmy powiedzieć to co powiedział Jezus w Ewangelii Św. Mateusza kiedy mówi o końcu świata – Jezus mówi do swoich uczniów, że: kiedy zobaczycie znaki na niebie, usłyszycie o wojnach, trzęsieniach ziemi, zarazie, wiedzcie, że to jeszcze nie koniec, Koniec będzie wtedy kiedy spostrzeżecie, że nie ma Miłości. Jak zauważysz, że nie masz Miłości w sercu to już jest koniec. Jeśli zauważysz, że nie ma Miłości wokół ciebie to jest już koniec i Święty Paweł mówi, że wiedz, że ostatnie chwile, kiedy nastąpi koniec będą pozbawione Miłości i wcale nie chodzi tutaj o tych, którzy są poganami czy niewierzącymi ale chodzi tutaj o ludzi wierzacych, którzy będą okazywać pozór pobożności ale wyrzekną się jej Mocy, bo Moc kryje się w Miłości.
    Grzech, każdy grzech pozbawia nas Miłości – dlatego jest niebezpieczny. Miłość to Bóg, Osobowa Miłość.
    Jak ktoś z was był na rekolekcjach „Uzdrowienie międzypokoleniowe” to tam w tej pierwszej konferencji starałem się pokazać, że Bóg stworzył nas z Miłości i nie da się żyć na tym świecie bez Miłości. Ona jest wszystkim czego potrzebujemy do szczęścia.

    Nie potrzebujemy zdrowia do szczęścia. Potrzebujemy Miłości, bo człowiek może być chory i być szczęśliwy.

    Nie potrzebujemy wolności. Potrzebujemy Miłości, bo Miłość czyni wolnym – ta autentyczna i prawdziwa czyni wolnym, natomiast wolność często może być źle rozumiana i całkowicie pozbawiona Miłości i może doprowadzić nas do tragedii, do nieszczęścia i wiemy, że wielu powołuje się na wolność, ale ta wolność prowadzi do samozniszczenia, do zagłady a Miłość nigdy nie prowadzi do zagłady. Ona prowadzi do nowego stworzenia, do życia.

    My nie potrzebujemy Bożego błogosławieństwa. Potrzebujemy Miłości, bo Miłość jest Błogosławieństwem. Bo kiedy Bóg mówi” będę cię chronił to inaczej mówi: będziesz zanurzony w Mojej Miłości i tak naprawdę my potrzebujemy Miłości. Zresztą Jezus mówi, że te dziesięć przykazań mieszczą sie w dwóch: Miłości Boga i drugiego człowieka.
    Jeśli to zachowasz będziesz Błogosławiony.”

    „…Błogosławieństwo tylko za to, że będę słuchał i wypełniał Jego Przykazania…- tylko tyle a ile Błogosławieństw…”

    To słowa Ojca Józefa Witko.

    • M pisze:

      Masz rację; nie zdrowie jest najważniejsze, chociaż większość ludzi tak sądzi. Ponieważ swoją pracą lepiej, lub gorzej- wszystko od Boga zależy- przyczyniam się do ich zdrowia, więlu wychodząc z gabinetu życzy mi zdrowia i dodaje ,,bo zdrowie jest najważniejsze” . Wtedy dziękuję i mówię z uśmiechem: Zdrowie najważniejsze? Hm… Chyba jednak coś innego jest ważniejsze. (Oczywiście nie powtarzam w kółko tego samego zdania, ale treść jest zbliżona).

      • Monika pisze:

        Mario, niech Pan Bóg Ci Błogosławi i obdarzy swoją Miłoscią – bo Miłość jest Błogosławieństwem.
        Któż jak Bóg!

      • M pisze:

        Dziękuję, Moniko. Bóg zapłać. I Tobie życzę tego samego. Miłość Boga to największe błogosławieństwo. A szczególnie cieszy serce i duszę, kiedy doświadczamy tej miłości, odczuwamy ją. Zdarza się mieć takie niemalże fizyczne odczucie, (opowiadałam o tym Ewie).
        Ale tak na codzień i świadomość, że mamy wokół siebie życzliwych ludzi, też jest radością.
        Z Bogiem Moniko!

      • olo13jcb pisze:

        Pięknie o zdrowiu pisze czcigodny abp. Fulton John Sheen:

        ” Nie musimy zamartwiać się o nasze zdrowie,
        jeśli ciężko pracujemy dla Królestwa Bożego.
        Bóg zatroszczy się o nasze zdrowie,
        jeśli my zatroszczymy się o Jego Sprawę.
        W każdym razie lepiej jest spalić się niż zardzewieć. „

  3. wobroniewiary pisze:

    Warto przeczytać:
    Ks. Robert Skrzypczak – Kto uratował Jana Pawła II? Matka Boska Fatimska, Ojciec Pio i siostra Rita od Ducha Św., co dar bilokacji miała i zamachowca za rękę powstrzymała…
    https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2013/04/03/ks-robert-skrzypczak-kto-uratowal-jana-pawla-ii/

    Fatima – objawienie planów Bożego Miłosierdzia
    https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2014/04/04/fatima-objawienie-planow-bozego-milosierdzia-2/

  4. 13 maja – Najświętszej Maryi Panny Fatimskiej

    Ewangelia wg św. Jana 10,22-30. 
    Obchodzono wtedy w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: «Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie!» Rzekł do nich Jezus: «Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy».

    Najświętsza Maryja Panna Fatimska

    Trójka dzieci z Fatimy: Hiacynta, Franciszek i Łucja

    W 1916 r. w niewielkiej portugalskiej miejscowości o nazwie Fatima trójce pobożnych dzieci: sześcioletniej Hiacyncie, jej o dwa lata starszemu bratu Franciszkowi oraz ich ciotecznej siostrze, dziewięcioletniej Łucji, ukazał się Anioł Pokoju. Miał on przygotować dzieci na przyjście Maryi.
    Pierwsze objawienie Matki Najświętszej dokonało się 13 maja 1917 r. Cudowna Pani powiedziała dzieciom: „Nie bójcie się, nic złego wam nie zrobię. Jestem z Nieba. Chcę was prosić, abyście tu przychodziły co miesiąc o tej samej porze. W październiku powiem wam, kim jestem i czego od was pragnę. Odmawiajcie codziennie różaniec, aby wyprosić pokój dla świata”. Podczas drugiego objawienia, 13 czerwca, Maryja obiecała zabrać wkrótce do nieba Franciszka i Hiacyntę. Łucji powiedziała, że Pan Jezus pragnie posłużyć się jej osobą, by Maryja była bardziej znana i kochana, by ustanowić nabożeństwo do Jej Niepokalanego Serca. Dusze, które ofiarują się Niepokalanemu Sercu Maryi, otrzymają ratunek, a Bóg obdarzy je szczególną łaską. Trzecie objawienie z 13 lipca przedstawiało wizję piekła i zawierało prośbę o odmawianie różańca.
    Następnego objawienia 13 sierpnia nie było z powodu aresztowania dzieci. Piąte objawienie 13 września było ponowieniem prośby o odmawianie różańca. Ostatnie, szóste objawienie dokonało się 13 października. Mimo deszczu i zimna w dolinie zgromadziło się 70 tys. ludzi oczekujących na cud. Cudem słońca Matka Boża potwierdziła prawdziwość swoich objawień. Podczas tego objawienia powiedziała: „Przyszłam upomnieć ludzkość, aby zmieniała życie i nie zasmucała Boga ciężkimi grzechami. Niech ludzie codziennie odmawiają różaniec i pokutują za grzechy”.
    Św. Jan Paweł II przed figurą Matki Bożej FatimskiejChociaż objawienia Matki Bożej z Fatimy, jak wszystkie objawienia prywatne, nie należą do depozytu wiary, są przez wielu wierzących otaczane szczególnym szacunkiem. Zostały one uznane przez Kościół za zgodne z Objawieniem. Dlatego możemy, chociaż nie musimy, czerpać ze wskazówek i zachęt przekazanych nam przez Maryję.
    Z objawieniami w Fatimie wiążą się tzw. trzy tajemnice fatimskie. Pierwsze dwie ujawniono już kilkadziesiąt lat temu; ostatnią, trzecią tajemnicę, wokół której narosło wiele kontrowersji i legend, św. Jan Paweł II przedstawił światu dopiero podczas swojej wizyty w Fatimie w maju 2000 r. Sam Ojciec Święty wielokrotnie podkreślał, że opiece Matki Bożej z Fatimy zawdzięcza uratowanie podczas zamachu dokonanego na jego życie właśnie 13 maja 1981 r. na Placu Świętego Piotra w Rzymie.

    http://ewangeliadlanas.wordpress.com/

  5. olo13jcb pisze:

    św. Tereska od Dzieciątka Jezus

    DLACZEGO KOCHAM CIĘ, MARYJO !


    12.Królowo męczenników, od zmierzchu dni Twoich
    Miecze boleści będą ranić Twoje Serce;
    Teraz porzucasz, Matko, strony ojców swoich
    W ucieczce przed Herodem, by żyć w poniewierce…
    W fałdach szaty ukryty śpi Jezus spokojny,
    A Ty, Najświętsza, zawsze posłuszna, bez zwłoki,
    Gdy Cię w podróż przynagla Józef bogobojny,
    Idziesz w dal, choć noc skryła ziemię i obłoki…

    13.Tam, na ziemi egipskiej, w biedzie, słodka, cicha,
    Zdajesz mi się w swym Sercu spokojną, radosną;
    Wygnanie? Twoje łono swobodnie oddycha,
    Jezus jest Twą ojczyzną, Twym niebem, Twą wiosną!…
    Lecz potem gorzki smutek znów w Jerozolimie
    Napełnia Twoją duszę, zginął Jezus drogi!…
    Trzy dni szukasz Go wszędzie, szepcąc słodkie Imię;
    To było Twe wygnanie! Pełne bólu trwogi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s