Wydawnictwo ZNAK potrzebuje egzorcysty.

Od redakcji: W numerze 14 „Naszej Polski” pisaliśmy o wydanej przez wydawnictwo Znak książce neurochirurga Ebena Alexandra „Dowód”, zawierającej treści ocierające się o satanizm. Do tematu wracamy, ponieważ książka jest reklamowana w największych mediach. Matylda Kubik postanowiła sprawdzić, kim jest Eben Alexander III. Publikujemy wyniki dziennikarskiego śledztwa, które pozwala przypuszczać, iż badania prowadzone przez instytucje, z jakimi związany jest wspomniany neurochirurg, stanowią kontynuację eksperymentów na ludzkim mózgu, zapoczątkowanych przez niemieckich nazistów. alt

Władcy umysłów
„Celem organizacji Eternea jest pomoc w stworzeniu idealnej przyszłości dla Ziemi i wszystkich jej mieszkańców poprzez posunięcie naprzód wiedzy z pogranicza nauki, że świadomość przeżywa śmierć ciała i niektóre przyrodzone aspekty wszystkich form życia istnieją wiecznie” czytamy na stronie internetowej tej z pozoru niewinnej, w rzeczywistości zaś bardzo niebezpiecznej organizacji, której założycielem jest Eben Alexander III, autor książki „Dowód”. Owa idealna przyszłość brzmi bardzo znajomo… Wygląda na to, iż sama książka miała spełnić określone zadanie w tworzeniu przez masonerię Nowego Porządku Świata – rozsadzić chrześcijaństwo poprzez zidentyfikowanie największej wartości, jaką jest miłość z praktykami okultystycznymi oraz eksperymentami na ludzkim mózgu. Brzmi zbyt sensacyjnie, żeby to była prawda? A jednak – Eben Alexander III nie tylko, że działa w dwóch organizacjach zajmujących się zdobywaniem władzy nad ludzkimi umysłami (Eternea i Instytut Monroe’a), lecz również ma rodzinne powiązania z przedmurzem masonerii, jakim jest Klub Rotariański. Wszystko owiane mgłą tajemnicy.

Tajemnica przede wszystkim
Nie sposób dotrzeć do informacji, kiedy Eben Alexander III został mianowany dyrektorem badań w Instytucie Monroe’a. W jego oficjalnym CV zamieszczonym na stronie www.eternea.org nie ma ani słowa o jego współpracy ze wspomnianym instytutem, podobnie w jego oficjalnej biografii. Również na stronach Instytutu Monroe’a jego nazwiska próżno szukać. Infomacja ta wypływa zupełnie przypadkiem przy jednym z filmów reklamujących okultystyczne praktyki Alexandra i samego instytutu. Co ciekawe władze instytutu unikają rozmów na temat Ebena Alexandra III i jego pozycji w instytucie. Nie chcą nawet zdradzić, czym dokładnie się zajmuje, co należy do jego obowiązków. Zauważmy przy tym, że w mediach na temat Alexandra ujawnia się dokładnie tyle, ile potrzeba do wypromowania jego książki „Dowód”, a raczej tworzy mu się „legendę”. Dowiadujemy się zatem, że ma żonę i syna, jest przykładnym ojcem i mężem oraz znanym neurochirurgiem zupełnie – tak wynika z medialnego przekazu – pozbawionym wad. Dowiadujemy się, że przeżył śpiączkę i miał wizje, którym towarzyszyło poczucie wszechogarniającej miłości. Dzięki temu sielankowemu opisaniu jego osoby co poniektórzy dziennikarze ochrzcili go mianem „Mistyka XXI wieku”. Tymczasem opowiadanie o miłości miało uśpić czujność, stworzyć atmosferę bezpieczeństwa i ufności wtapiającą się chrześcijańskie przesłanie miłości, aby bez większego trudu dotrzeć do odbiorcy z rzeczywistym przesłaniem – skłonieniem go do poddania się pseudomedycznym eksperymentom, których efektem byłoby zniewolenie, nie tylko demoniczne.

Stowarzyszenie Błękitny Motyl
Motyl jest symbolem zwolenników „New Age”. Ma oznaczać wyjście ze starej epoki w nową, z chrześcijaństwa w Nowy Wiek, a więc okres Nowego Porządku Świata. Wprawdzie założone przez Ebena Alexandra III towarzystwo wchodzące w skład organizacji Eternea wzięło – przynajmniej oficjalnie – swoją nazwę od motyla, na którego skrzydłach miał podróżować Alexander będąc „w niebie”, symbolika ta wydaje się niezwykle wymowna, szczególnie jeżeli zestawimy ją z promowaną przez Alexandra ideologią, w której znajduje się miejsce dla reinkarnacji, jasnowidzenia, telekinezy, telepatii oraz stymulacji mózgu zwanej hemi-sync. Ta ostatnia jest reklamowana na stronie internetowej obok hipnozy oraz tańca w rytmie narzucanym przez bębny. Ścisłe powiązania organizacji Eternea z Instytutem Monroe’a, również promującym tego typu praktyki, są zatem aż nadto widoczne, nie tylko przez osobę Ebena Alexandra III.

Biorąc pod uwagę, iż zadaniem obydwu tych organizacji jest praca nad ludzkim mózgiem i wywoływanie w nim konkretnych efektów, natomiast w nazwie towarzystwa znajdującego się w strukturach organizacji Eternea, którego zadaniem jest m.in. gromadzenie funduszy na dalsze eksperymenty i zachęcanie ludzi do skorzystania z ich „pomocy”, znalazł się motyl, nie sposób nie skojarzyć tego z programem o nazwie Monarcha, która pochodzi właśnie od motyla.

Monarcha to zapoczątkowany przez zafascynowanych okultyzmem i praktykujących satanizm nazistów sposób „programowania” ludzi poprzez łamanie ich psychiki z pomocą traumy i wytworzenie wielu osobowości, znajdujących się pod pełną kontrolą ich „przewodników”. Brzmi niewiarygodnie, lecz program ten był prowadzony (i jest zapewne do tej pory kontynuowany) przez CIA, która po zakończeniu II wojny światowej przechwyciła osiągnięcia niemieckich naukowców w tej dziedzinie i wykorzystywała je do tworzenia agentów doskonałych, nie tylko dysponujących nadludzkimi zdolnościami, lecz w sytuacji dekonspiracji popełniającymi samobójstwo, a więc niezdolnymi do zdemaskowania tych nieludzkich praktyk (wiemy o nich od nielicznych ofiar, którym udało się wyrwać z psychomanipulacji). To program tworzący ludzi bezwolnych, całkowicie sterowalnych, prawdziwych niewolników bez świadomości swojej niewoli. Są powody, aby przypuszczać, że promowany przez Ebena Alxandra III program ma za zadanie osiągnąć dokładnie ten sam cel, tylko niekoniecznie dokładnie tymi samymi metodami. Zamiast stanów traumatycznych mamy bowiem relaksację oraz uaktywnianie konkretnych sfer mózgu w celu np. zwiększenia koncentracji, czy zmniejszenia odczuwania bólu (było to również jednym z celów projektu Monarcha).

Przybudówka masonerii?
Instytut Monroe’a posiada „trenerów umysłów” na całym świecie, jak podkreśla na swojej stronie interenetowej, bardzo oddanych sprawie. „Mają szerokie kompetencje w pracy nad rozwojem osobowości, świadomości oraz głębokie doświadczenie własne, aby pełnić funkcję przewodnika. Wszyscy przez wiele lat wpółpracowali z Instytutem Monroe’a zarówno na poziomie osobistym, jak i zawodowym, i są dobrze przygotowani, aby pomagać każdemu z uczestników programu w zidentyfikowaniu swoich własnych procesów ewolucyjnych oraz podążaniu za nimi” czytamy na stronach instytutu. Owi „trenerzy” mają zapewne swoje siedziby ukryte pod z pozoru niewinnymi szyldami różnego rodzaju działalności na rzecz człowieka, na próżno ich jednak szukać na stronach Instytutu Monroe’a. Równie globalny charakter ma Eternea. Podobne ma też zadania i równie mało transparentną strukturę. Okazuje się bowiem, że i w tym przypadku lista współpracowników nie jest ujawniona, zapewne również dla osób, które zdecydują się na skorzystanie z jej metod. Z informacji zawartych na stronach internetowych obydwu organizacji wnioskować można, iż każda poddawana „terapii” osoba ma własnego „terapeutę-przewodnika”, nie jest jednak wtajemniczana w struktury organizacji. Bardzo przypomina to sposób działania masonerii. Skojarzenie z tą ostatnią nie jest jedynie na płaszczyźnie sposobu tworzenia struktur, lecz również funkcjonowania. I tak Eternea informuje na swojej stronie internetowej, iż skupia osobistości świata polityki i rozrywki. Jednocześnie sponsoruje organizowanie różnego rodzaju spotkań, seminariów, w tym także przeznaczonych jedynie dla naukowców. Stara się zatem pozyskiwać dla swoich celów ludzi nauki, czyli robi dokładnie to, co masoneria.

Warto w tym momencie podkreślić, że gazety w l. 30 XX wieku rozpisywały się o znanym lekarzu, członku Klubu Rotariańskiego stanowiącego przybudówkę masonerii, o nazwisku Eben Alexander. Sam Eben Alexander III przyznał się, iż zawód przejął po ojcu, zapewne również dziadku. Otwartym pozostaje pytanie, czy również masońskie powiązania? Czy tu przypadkiem nie leży przyczyna, dla której książka Ebena Alexandra III „Dowód” jest tak chętnie promowana na masońskich portalach internetowych, w tym również na portalu illuminatów?

New Age
Forsowany przez masonerię Nowy Porządek Świata (New World Order) wymaga zdaniem masonów zmiany dotychczasowego myślenia, sposobu pojmowania i postrzegania świata, zastąpienia tradycyjnego myślenia „wyższym poziomem rozumowania”. Dokładnie to znajduje się w celach zarówno organizacji Eternea, jak i Intytutu Monroe’a, które zastanawiają się, „w jaki sposób fundamentalnie zmienić dominujący w świecie sposób postrzegania i zastąpić go wyższym poziomem myślenia?”. Przy czym zmiana ma nastąpić nie tylko w samym myśleniu, lecz również zachowaniu i wyznawanych wartościach, wśród których nie ma miejsca dla Pana Boga. Wszystko to ma się dokonać z pomocą nauki. Jako że – jak twierdzi na swojej stronie internetowej organizacja Eternea – nie udało się to z pomocą dotychczas stosowanych metod, stworzono „nowy paradygmat”, który „kładzie duży nacisk na świadomość i jej rolę w kreowaniu fizycznej rzeczywistości i wychodzący z założenia, że jest holistyczną, połączoną matrycą oraz, że informacja, raz zdobyta, nigdy nie zostaje utracona oraz że te pojęcia są prawdziwe w swojej głębi i fundamentalnym poziomie istnienia”. W tym miejscu wracamy do motyla monarchy, od którego nazwę wziął opisywany przeze mnie nazistowski projekt, notabene posiadającego zdolność genetycznego przekazywania nabytych informacji. W filmie o doświadczeniach Ebena Alexandra III zamieszczonym na stronach Eternea znalazł się – i to należy z całą mocą podkreślić – nie „błękitny motyl” z nazwy stowarzyszenia, ale właśnie motyl monarcha. Ten sam motyl pojawia się w dalszej części filmu, obrazującej przeżycia Alexandra jakich miał doznać w trakcie śpiączki. Nie wydaje się przy tym, by był to przypadek, jako że w swoich wizjach „nieba” Eben Alexander III widział – jak sam twierdzi – różnokolorowe motyle, natomiast w filmie znalazły się motyle tylko z gatunku monarcha.

Masoni lubują się w symbolach, tajemnicach oraz budowaniu tajnych struktur. Prowadzą przy tym zaciętą walkę z chrześcijaństwem, która z ich punktu widzenia jest dziejową koniecznością. Dopóki bowiem nie zostanie rozbity Kościół katolicki, próby zniewolenia ludzi są skazane na niepowodzenie. Przy czym walka odbywa się na poziomie wyższym niż materialny i jest walką na śmierć i życie nie tylko o umysły, lecz również, a może nawet przede wszystkim o ludzkie dusze.
Matylda Kubik
Artykuł ukazał się w nr 16 tygodnika „Nasza Polska”
Źródło: Katoilickie Stowarzyszenie Dziennikarzy

Ten wpis został opublikowany w kategorii Wydarzenia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

13 odpowiedzi na „Wydawnictwo ZNAK potrzebuje egzorcysty.

  1. Maggie pisze:

    MUSZE sprawdzic autorstwo niedawno sprezentowanej komus ksiazki i odebrac/zniszczyc jesli to ta diabelska. Dzieki Bogu, ze weszlam na ta strone.
    Jezus jest Panem!

  2. Maria z Warszawy pisze:

    Nie czytałam co prawda tej książki więc nie będę się na jej temat wypowiadaćale oglądałam kiedys film o temacie życia po smierci, w nim właśnie była opowieść dr.Alexandra o jego przezyciach(wypowiadał się osobiście, jak również jego syn). Zestawione to było z wypowiedzią niemieckiej dziewczyny, która uległa wypadkowi samochodowemu, w wyniku którego miała pęknięta aortę To ona opowiadała o swoich „przezyciach po drugiej stronie” wspominając o pieknie , spotkaniu nigdy nie znanych dziadków, niecheci do powrotu itp.Przeciwne odczucia miał dr. Alexander opowiadał, jak w wyniku bakteryjnego zapalenia opon mózgowo rdzeniowych przezył smierc kliniczna znalazł się w bardzo nieciekawej scenerii : w miejscu ciemnym ipełnym oblepiajacego go błota oraz oplatających go dziwnych czarnych korzeni usiłujących go udusić.Po odzyskaniu zdrowia jako neurochirurg pokazywał zdjecia tomograficzne i sam wyrażał zdziwienie jakim cudem udało mu się z tego wyjść. twierdził, z ten przypadek zmienił całkowicie jego stosunek do zycia spraw zycia po smierci. potwierdzał to tez jego syn. oczywiscie wypowiadali sie równiez różni lekarze usiłujac „racjonalnie” wyjaśnić te przeżycia od strony medycznej. Dobrze,że ostrzegacie przed ta książką. Tylko komu tu wierzyć? Może książka powstała przed doświadczeniami z pogranicza śmierci?

    • Maggie pisze:

      To znaczy, ze trafil w inne miejsce niz jego pacjentka….. Powinien dziekowac za powrot do zycia jako laske/szanse by gorliwie postepowac wg Bozych przykazan….

      • Maria z Warszawy pisze:

        Maggie to nie była jego pacjentka, to były 2 niezależne od siebie przypadki zresztą dziewczyna miała wypadek w Niemczech a Alexander to Ameryka. Chodzi tylko o przeżycia z pogranicza śmierci

  3. myślący pisze:

    Nie wiem, czemu się dziwicie, że takie książki wychodzą poprzez to wydawnictwo,zadałem sobie trud i sprawdziłem ludzi z zarządu i wyszło, że ludzie którzy są tam obecnie- są związani z Tygodnikiem Powszechnym a on z agorą i gazetą wyborczą. Dla mnie to wydawnictwo to synonim „księży patriotów” z czasów komunistycznych. Kiedyś znak był ambitniejszy a teraz jest to tuba propagandowa z nową twarzą od gazety wyborczej. Mnie nie zdziwi jak teraz będą ksiażki z homopropagandą, in vitro itd.
    ale Boży plan jest doskonały a upadek zła musi być głośny.

  4. zwykły ktoś pisze:

    Przeczytałem książkę , nie zgadzam się z artykułem.

  5. Tomasz Staszewski pisze:

    Witam was, ostatnio trochę mnie zdezorientowała taka wiadomość:
    http://rotary.org.pl/jubileuszowa-msza-rzymie/

    Według wikipedii:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Rotary_International
    „W okresie międzywojennym ruch był zwalczany przez prasę katolicką, która zarzucała mu w szczególności wspólne cele i plany z masonerią nazywając go „białą masonerią” ”

    Dodatkowo na forum i posty z 2009r. Piszą, że Rotarianie mają coś wspólnego z masonerią.
    http://www.katolik.pl/forum/read.php?f=1&i=243655&t=243600

    Nawet w tym artykule piszecie że Rotarianie uznawani są jako przedmurze masonerii?

    Jak to wszystko pogodzić, jak to zrozumieć?:(

    • Być honorowym członkiem RC a działać w szeregach, to jednak jest różnica i pamiętajmy co mówił Chrystus:
      „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. 13 Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.
      http://www.nonpossumus.pl/ps/Mt/9.php

      Nie wytykajmy Papieżowi tego z kim się spotyka, tak jak wytykano Jezusowi, że spotykał się z grzesznikami i celnikami, bo przecież do nich i po nich Jezus przyszedł, może i wśród rotarian znajdzie się taki Mateusz.

      • eska pisze:

        Dobrze, że uwypukliłaś to HONOROWE członkowstwo.
        A co do mszy, to jak przeczytałam, to w pierwszej chwili pomyślałam, że szeregowi człowkowie robią to wszystko zapewne w szczytnych celach i z dobrego serca, a msza z błogosławieństwem dla nich jest też szansą, żeby otrzymali potrzebne łaski, aby nie „zjechać” w jakąś masońską doktrynę.

        • Elizeusz pisze:

          Eska ten temat Mszy Św. dla członków Rotarian był już poruszany na blogu w Gł. Wpisie zatyt. „Niedziela Palmowa” z 19.03.16 (w komentarzach do tego Gł. tematu, są również i Twoje wpisy). Polecam rozważenie słów z Apokalipsy Św. Jana Apostoła: „I czyni wielkie znaki, tak iż nawet każe ogniowi zstępować z nieba na ziemię na oczach ludzi” (Ap 13,13).

  6. eska pisze:

    Czytałam tą książę. Kupiłam ją z myślą o sprezentowaniu mojemu niewierzącemu tacie licząc, że uwierzy naukowcowi. Dzięki Bogu najpierw przeczytałam ją sama i jest to diabelstwo do niewiadomo której potęgi!
    Nie wiedząc wcześniej o powiązaniach z masonerią odebrałam ją jako rzeczywiste przeżycia tego człowieka (i być może takie miał), tyle że jago interpretacja rtego, iż są to przeżycia z nieba jest absolutnie sprzeczna z tym, co zobaczyłam ja. Jak dla mnie były to raczej projekcje demoniczne, które zdecydowanie od Boga odwodzą! Poraziła mnie nie tylko symbolika, jak wspomniany motyl (nie wiem, dlaczego autorzy artykułu nie wspominają, że Boga autor nazywa Om, a wiadomo, że jest to najświętsza sylaba hinduizmu, uważana za identyczną z osobą absolutnego Wisznu, przy czym jedną z inkarnacji Wisznu jest znany nam Kryszna).
    Charakterystyczne jest to, że autor wspomina o swoim poczuciu odrzucenia, które wynikało z odrzucenia przez biologicznych rodziców – był adoptowany i tego poczucia odrzucenia nic nie było w stanie zniwelować. Jak mówił ks. Reczek w doskonałej książce „To Jezus leczy złamanych na duchu” – „Na ranie siedzi diabeł”. I tego diabła widać tu na każdym kroku. Trucizna jest podana w pączku z lukrem o nazwie „odczucie bezwarunkowej miłości”, czyli żeruje właśnie na zranieniach i ludzkim pragnieniu miłości.
    Przy założeniu (jakie miałam), że są to autentyczne przeżycia autora, widzę w nich zwiedzenie demoniczne w kierunku robienia sobie bożka z pewnego rodzaju poznania, przy czym jest to ubrane w płaszczyk jakiejś miłości, ale na pewno nie w podporządkowanie Bogu. Może najlepiej będzie podać przykłady:
    1) swój pobyt w zaświatach autor rozpoczyna od stanu, w którym jest w jakimś ciemnym obrzydliwym miejscu i nie ma nawet swojej świadomości człowieczeństwa; później nazywa ją Krainą Widzianą z Perspektywy Dżdżownicy” Cytując ze str. 11: „Gdy po raz pierwszy znalazłem się w Krainie Widzianej z Perspektywy Dżdżownicy, nie dysponowałem żadnym realnym ośrodkiem świadomości. Nie wiedziałem, kim ani czym byłem, ani nawet czy w obóle istniałem. Po prostu… znajdowałem się tam, jak świadoma osobliwość wśród gęstej, czarnej, mulistej nicości, która nie miała początku ani – na pozór – końca” Autor pisze również (str.101), że podejmując świadomy wysiłek nauczył sie przemieszczać na wyższe poziomy, już inne. A zatem zmiana „lokalizacji” w zaświatach zależy nie od Boga, ale od niego samego? Może sie przemieszczać z czegoś, co wygląda jak piekło do czegoś, co jest jakby niebem – SAM? To co to jest – podróże astralne?
    2) Na stronie 104 właśnie od tęsknoty za bezwarunkową miłością zaczyna się następujący paranaukowy okultystyczny bełkot: „Podobnie jak Dorotka z Czarnoksiężnika z Karainy Oz zawsze mogła wrócić do domu, my równiez możemy nawiązać kontakt z idylliczną krainą ducha. Niestety zapominamy o tym, ponieważ podczas nadzorowanego przez mózg fizycznego etapu naszej egzystencji działanie tego narządu przysłania kosmiczne tło, podobnie jak każdego ranka światło wschodzącego słońca gasi blask innych gwiazd. Wyobraźmy sobie, jak ograniczona byłaby nasza wiedza o świecie, gdybyśmy nie widzieli usianego gwiazdami nocnego nieba. Dostrzegamy tylko to, co przepuszcza filtr naszego mózgu. Mózg – zwłaszcza jego lewa część językowo-logiczna, kształtująca nasze poczucie racjonalizmu oraz świadomość odrębnej tożsamości zwanej jaźnią – stanowią barierę do zdobycia wiedzy i doświadczeń wyższego rzędu. Uważam, że znaleźliśmy się w decydującym stadium naszej egzystencji. Powinniśmy spróbować odtworzyć choćby część tej wyższej wiedzy podczas naszego ziemskiego życia, dopóki nasze mózgi (a zwłaszcza lewostronna część analityczna) działają bez zarzutu.” To tylko pół strony, a ile tu śmieci! Bożek = wiedza. Krytyka tego, jak zostaliśmy stworzeni przez Boga – my oraz nasze mózgi i brak zgody na to, że mamy określone ograniczenia. Kuriozalne stwierdzenie, że nasza świadomość odrębnej tożsamości stanowi barierę do zdobycia wiedzy wyższego rzędu. Jasne, to lepiej być tą dżdżownicą w oślizgłej krainie. Przecież nasza świadomość tego, kim jesteśmy to nasza dusza, coś najważniejszego, co mamy jako ludzie! – i coś, co diabeł zawsze chciał zniszczyć! No i symbolika tego zdania, że słośne gasi blask innych gwiazd i jakie to jest „be”. Nie wiem, czy tylko mnie sie to tak kojarzy, ale ja tu widzę blask słońca jako Światło Chrystusa, a noc kojarzy mi się z siłami ciemności. Zatem jak widzimy, jest deprecjonowanie blasku dnia i Światła, żeby uzyskać WIEDZĘ na temat tego, co widzimy będąc w mroku. Jak wspomniałam”: wiedza – bożek. Taka retoryka przewija sie przez całą książę i nigdzie nie ma jakiegokolwiek odwołania się do Boga, u którego szuka sie pomocy, tylko jakoby wszystko można osiągnąć samemu, gdyż jest się „kosmicznym bytem” (str. 113), „częścią Boskiej Istoty” (str. 111).
    3) str. 117:”Gdy przebywałem poza ciałem, otrzymałem wiedzę o istocie i strukturze wszechświata znacznie wykraczającą poza moje zdolności pojmowania” – typowo demoniczne. A już na pewno, skoro nie jest to wiedza „nabywana” z pomocą Ducha Świętego, którego przeciez autor nie poszukuje. Str. 114: „Podążanie ku wyższym światom to stopniowy proces, wymagający od nas rozwiązania wszelkich więzów łączących nas z poziomem, na którym się znajdujemy, zanim będzie nam dane udać się wyżej i głębiej. Nie miałem nic przeciwko temu, gdyż podcza podróży w zaświatach nie miałem żadnych ziemskich wspomnień.” – Z daleka pachnie filozofiami dalekiego wschodu i ich dążeniem do oderwania się od wszystkiego. Poza tym – znowu nie ma miejsca dla Boga, tylko sami sobie łazimy po tym zaświatach jak chcemy. Ja już celowo nawet nie wspominam o tym, jak to się ma do świadectw Glorii Polo chociażby, bo to dla każdego czytelnika tej strony jest chyba oczywiste.
    4) Napomknę tylko jeszcze, że ze stanu śpiączki i pobytu w zaświatach wyciągała autora medium i uzdrowicielka, autorka książi „Otworzyć Trzecie Oko”, która – cytując za autorem – „regularnie pomagała pacjentom kontaktując się z nimi drogą parapsychologiczną.” Jest też mowa o aurze i transie medytacyjnym (str. 124)
    5) Autor wspomina, że jego choroba nie reagowała na leki, „Mój stan szybko pogarszał się ze stanu rozpaczliwego do beznadziejnego. Lekarze po prostu nie mieli pojęcia, od kogo lub czego mogłem się zarazić chorobą ani jak mogliby mnie wybudzić ze śpiączki.” Nie powiem nic nowego, lecz powtórzę za kapłanami, że jeśłi choroba zachowuje się wbrew temu, co powinna, to należy szukać przyczyn duchowych czyli wpływów złego. W połączeniu z całą resztą tego gnoju, który opisałam, kojarzy się to wręcz automatycznie.
    Mam w tej książce masę własnych zapisków – nie sposób przytoczyć wszystkiego. Dziwię się zwłaszcza katolikom, którzy dają się temu omamić, bo oznacza to tyle, że kompletnie nie znają własnej wiary, ani też nie mają Boga na pierwszym miejscu. Bo w tej książce nie ma Go na pewno. Tam jest bożek.

    Osobiście uważam, że autor faktycznie przeżył to, co przeżył i jest absolutnie przekonany do tego, o czym mówi – dlatego jest tak przekonujący dla wielu innych. Tyle tylko, że albo ktoś najpierw popracował jakimiś przekleństwami lub magią, aby tak się stało, albo po prostu potem określone siły wykorzystały jego i jego błędne przekonania do swoich celów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s